| Broń - jaką wybrać? |
|
Broń ? Jaką wybrać Po pierwszym stycznia pojawiło się bardzo dużo replik broni, która powstała przed 1850 rokiem. Zgodnie z ustawą o broni i amunicji na zakup i posiadanie broni zabytkowej nie jest potrzebne pozwolenie. W sklepach pojawiły się repliki głównie firm Ardesa i Pedersoli. Ardesa - firma hiszpańska - wytwarza i sprzedaje kilka rodzajów pistoletów i karabinów. Wyroby tej firmy są bardzo uproszczone i dzięki temu relatywnie tanie.
Pedersoli - firma włoska - przywiązuje dużą wagę do realizmu, więc repliki tej firmy choć bardzo ładnie wykonane są dużo droższe.
Co ma wybrać początkujący strzelec? Ma spory wybór: pistolet czy karabin? Skałkowy czy kapiszonowy? A może dubeltówka? O ile wybór między pistoletem, a karabinem jest prosty i zależy od upodobań nabywcy, o tyle na pozostałe pytania dużo trudniej dać odpowiedź. Wchodzimy do sklepu i z półek śmieją się do nas wspaniałe egzemplarze broni. Sprzedawca nie żąda najpierw pozwolenia lub promesy. Można to wziąć do ręki, przymierzyć się. Dokonaliśmy wyboru - teraz trzeba pomyśleć, czy ma to być broń skałkowa, czy kapiszonowa. Jedno i drugie ma wady, ale i zalety. Jeśli chcemy poznać smak strzelania z czasów Ostatniego Mohikanina to na pewno to będzie karabin i to karabin skałkowy. A może do tego również pistolet?
Broń skałkowa jest nieco kapryśna. Po nabiciu należy jeszcze podsypać panewkę i to innym nieco prochem niż tym do strzelania. Trzeba mieć krzemień i umieć go obrobić żeby pasował do zamka. Po uderzeniu w metalową płytkę iskra zapala (albo nie) podsypkę prochową i po chwili następuje strzał. Od momentu zwolnienia kurka do momentu strzału mija chwila. Na ogół mniej niż sekunda, ale trzeba o tym pamiętać. Po naciśnięciu spustu trzeba jeszcze chwilę trzymać broń nieruchomo. W żadnym wypadku nie należy odwracać się w kierunku strzelnicy ze słowami: nie wystrzeliło! Być może dopiero wtedy wystrzeli i wypadek gotowy. Czyli musimy pamiętać: Po naciśnięciu spustu musimy odczekać, co najmniej 30 sekund. Obojętne, czy to broń skałkowa czy kapiszonowa. Przy skałkowej ta zwłoka sekundowa jest zjawiskiem normalnym. Raz na strzelnicy widziałem strzelca, który nieomal się odwrócił z pistoletem w ręku i dopiero wtedy padł strzał. Pamiętajmy o tym zjawisku. Zresztą to dawało pewną szansę zwierzętom w czasie polowania. Odgłos kurka często płoszył zwierzynę. Krzemień używany w zamku skałkowym nie jest wieczny, zużywa się po 20 - 30 strzałach i trzeba go poprawić lub wymienić, na szczęście dość łatwo jest o odpowiedni kamień. Wady są dość oczywiste. Trudna obsługa i niełatwo trafić - broń musi być nieruchoma.
Można powiedzieć, że technicznie broń kapiszonowa jest dużo sprawniejsza. Kapiszony w tej formie, jaką mają dziś, pojawiły się dość późno. Prawda, że łatwiej się strzela, ale trzeba mieć kapiszon. Są dość drogie i jakoś zadziwiająco szybko się kończą.
Jest jeszcze inny system zapłonu; historycznie najstarszy - jest to system lontowy. Po prostu proch był zapalany od żarzącego się lontu. Początkowo strzelec bezpośrednio dotykał zapału lontem; później za pomocą dźwigni - byt to poniekąd pierwszy spust.
W naszych sklepach nie widziałem broni lontowej. Pewnie gdzieś na świecie jest produkowana, bo strzelcy w Japonii mogą używać wyłącznie takiej broni...
Poza pistoletami, można też kupić rewolwery.
Są to rewolwery ładowane od przodu tyle, że nie przez lufę, ale bezpośrednio do bębna. Co wybrać mając takie możliwości?
Każda z replik, które są dostępne w sklepach jest bronią celną. Zaskakująco celną. Niejeden strzelec może być zdziwiony wynikami osiąganymi z broni czarnoprochowej. W większości będą to karabiny i pistolety o lufie gwintowanej, choć nie jest to regułą. Firma Pedersoli produkuje kilka karabinów i pistoletów o lufie gładkiej. Nie musi to oznaczać mniejszej celności. Dystanse, na których się strzela z tej broni nie dają wyraźniej przewagi lufom gwintowanym. Żeby strzał byt celny z lufy gwintowanej pocisk musi mieć środek ciężkości położony w środku obrotu. Inaczej będzie leciał po krzywej spiralnej. Więc do takiej lufy potrzebny jest precyzyjny nabój. Lufa gładka nie ma tak silnych wymagań. Jak można określić celność tej broni?
Na pewno im dłuższa lufa, tym pocisk szybszy i celniejszy. Jeśli chodzi o zestawienie: pistolet czy rewolwer, to pistolet na pewno jest celniejszy. W rewolwerze czar-noprochowym szczelina między lufą a bębnem jest dość duża. Musi tak być ze względu na stałe resztki spalania prochu. Przy zbyt małej szczelinie bęben nie dałby się obrócić. Przedmuch jest dość nieregularny i pocisk wylatuje z lufy z różną szybkością, co wpływa niekorzystnie na celność. Pomiary szybkości pocisku wystrzelonego z rewolweru daty wynik między 190 a 240m/s. Przy tej samej dawce prochu i tych samych kulach. Jeśli więc komuś zależy na celności - nie powinien kupować rewolweru. Pistolet z kolei nie strzela szybko.... Coś za coś. Szybkostrzelność okupiona celnością.
W karabinach nie ma aż tak dużych różnic. Pomijam Colta Roota (karabin rewolwerowy) z prostego względu -o ile mi wiadomo, nikt nie produkuje funkcjonalnej repliki. Karabiny różnią się od siebie system zapłonu, długością lufy oraz tym, czy jest ona gładka czy gwintowana. Celniejsze na pewno są wszelkie sztucery (nazwa sztucer oznacza lufę gwintowaną) o dość długiej lufie. Szybkość spalania czarnego prochu jest niewielka. Im dłuższa lufa, tym prędkość wylotowa pocisku będzie większa. Nie pisałem nic o dubeltówkach.
Jest to piękna broń, ale trzeba pamiętać, że trudno o miejsce do strzelania z niej. Właściwie tylko strzelnice myśliwskie i strzelanie do rzutków czy ruchomych celów. Dubeltówki odprzodowe mają jedną nieprzyjemną właściwość. Mianowicie, po pierwszym strzale ładunek w drugiej lufie może się poruszyć. Nie ubity czarny proch spala się detonacyjnie i jeśli tak się stanie, to może nastąpić rozdęcie lufy. Ale broń jest piękna i bardzo ciekawa. Więc już kupiliśmy piękne cacko, i co dalej? Nie musimy niczego nigdzie zgłaszać, ale trzeba pamiętać - mamy w pełni funkcjonalną broń palną w ręku. Poza tym, że nikt nie żądał żadnych pozwoleń to wszystkie - podkreślam - wszystkie inne przepisy o broni palnej nas obowiązują. Zatem trzeba zadbać, aby nie dostała się w niepowołane ręce.
Używać jej wolno tylko na strzelnicy. To nie jest broń myśliwska i nie wolno z nią polować. Nie jest to też broń osobista, więc nie można sobie kupić Colta Walkera i zatknąć go za pasek. Pomijam ciężar - około 2,5 kG. Nie wolno jej nosić nabitej przy sobie. Sensowność takiego działania jest wątpliwa. Skuteczność jest stosunkowo nieduża, a pewność działania pozostawia wiele do życzenia. Kapiszony lubią spadać z komików. Dobrze, jeśli tylko spadną. Mają niemiłą właściwość spadania do mechanizmu przesuwu bębna blokując jego działanie. Więc szczerze odradzam z dwóch powodów - to nie jest broń osobista w sensie prawa i nie wolno jej tak traktować i drugi powód - jest to dość nieskuteczna broń w porównaniu bronią współczesną. Do tego proch nie znosi wilgoci. Jeśli wchłonie 3% wody to nie jest już prochem, nie zapali się po prostu. To wszystko dyskwalifikuje tę broń jako broń do obrony. Oczywiście kiedyś, wszyscy mieli taką samą broń i mogli ją używać inaczej niż tylko do strzelania na strzelnicy. Nasze prawo nie pozwala na polowanie z nią, a do polowań i tak ma zbyt matą energię. Aczkolwiek w USA czy we Francji są myśliwi polujący z bronią czarnoprochową. W Polsce jest to broń rekreacyjno-sportowa. i tak należy o niej myśleć. Nie wiem jak spowodować żeby taki karabin mógł wisieć na ścianie i żeby to było zgodne z prawem. To jest ładna broń, więc chciałoby się ją wyeksponować. Ale z drugiej strony są rozporządzenia mówiące o przechowywaniu i one raczej nie dopuszczają do tego żeby karabin wisiał nad kominkiem. A może można?
Nie wiem. Ja na razie swoją, przechowuję w metalowej szafie. Następny problem to nabicie takiej broni. Trzeba uważnie przeczytać instrukcję obsługi. Jeśli mam być szczery to jeszcze lepiej pójść na strzelnicę i poprosić doświadczonego kolegę o pomoc. Znam środowisko czarnoprochowców. Kolega na pewno nie odmówi pomocy. Oczywiście należy go pilnować, bo gotów jest skorzystać z okazji i pod pretekstem nauki w zapamiętaniu wystrzela cały zapas prochu i kul. Jeśli się decydujemy na strzelanie samodzielne dobrze jest zdać sobie sprawę jak to robić. Po pierwsze - nie przeładowywać! Rewolweru się nie da, jeśli będzie za dużo prochu to kula nie zmieści się i po kłopocie. Ale przy pistoletach i karabinach trzeba ustalić dawkę prochu. To jest napisane w instrukcji obsługi. W zasadzie, dla kalibru.45 dawka prochu dla pistoletu nie powinna być większa niż 2 gramy, a 6 gramów dla karabinu. Z tym, że nie bardzo jest sens aż tak dużo sypać tego prochu. Dokładne dawki ustali się po nabraniu wprawy. Zatem do ukochanej broni potrzebna będzie prochownica. Czyli pojemnik na proch. Jest cała gama prochownie: metalowe, z rogu zwierząt, mogą być drewniane, obciągnięte skórą. Do niej jest niezbędna miarka do prochu. Często jest to po prostu rurka, w którą sypie się proch. Może to być np. łuska naboju 38 Spec. To jest dawka około 1.5 grama prochu. Można z pomocą takiej łuski ustalić dawkę i potem zrobić lub kupić coś mniej prowizorycznego. Dość powszechne są prochownice z dozownikami, ale bezpieczniej jest mieć miarkę oddzielną. Po prostu resztki nagaru w lufie mogą spowodować zapłon. Jeśli będę miał w ręku 250 gramów prochu, to może to nie być przyjemne doświadczenie.. Sypie się, więc z prochownicy
do miarki,
a dopiero potem do lufy. Dwa gramy zapalone w ręku nie są bardzo groźne. Przed nasypaniem prochu trzeba się upewnić, że nie ma kapiszona na kominku, czy kurek odwiedziony jest na pierwszy ząb i czy nie ma podsypki prochowej na panewce w przypadku broni skałkowej. To jest bardzo ważne! Będziemy coś robić przy wylocie lufy - niezgodnie z zasadami obchodzenia się z bronią - ale nie ma innego wyjścia. Więc lepiej się upewnić, że nie nastąpi przypadkowy wystrzał jak będziemy zaglądać do lufy. Mamy już odmierzony proch i sprawdziliśmy, że nie ma kapiszonów ani prochu na panewce. Sypiemy proch do lufy. Co dalej? Ano absolutnie konieczna jest przybitka. Mogą to być konopie, może być krążek z filcu o grubości 5-10 mm. To jest bardzo ważne, bo będzie uszczelniało pocisk w lufie i będzie separowało ołów od zapalonego prochu - w konsekwencji zmniejsza zaołowienie lufy. Jako przybitkę, zawodnicy wysokiej klasy stosują... kaszę manną! Chodzi o to, żeby za pociskiem nie leciała przybitka. Ona zakłóca lot pocisku. Kasza jest skuteczna, ale nie tylko ona. Na przybitkę nadaje się dużo materiałów, ale warto żeby byty w miarę niepalne. Nie wolno używać żadnych syntetycznych materiałów. Pożar na strzelnicy nie jest potrzebny nikomu. Po włożeniu przybitki całość starannie ubijamy. Czas na kulę. Skąd wziąć kulę? Można ją kupić. Można ją odlać samemu z ołowiu. Do tego jest niezbędne specjalne urządzenie zwane cęgami do lania kul lub kokilą.
Kula powinna mieć ten sam kaliber co lufa. Może być dopasowana, i wtedy trzeba będzie ją wbić młotkiem, lub nieco luźniejsza - owija się ją wtedy w szmatkę i wciska do lufy. Ta szmatka jest nazywana flejtuchem. Szmatka jest robiona zwykle z bawełny nasączonej tłuszczem. Podobno znakomicie się do tego nadaje jedwab. Nie wiem czy żona będzie zadowolona, jeśli jakąś apaszkę jedwabną przerobię na flejtuchy, więc może lepiej pozostać przy bawełnie. Kule wciskamy do końca. Dobrze jest na pobojczyku zaznaczyć miejsce, w którym kula doszła do przybitki. l mamy już prawie nabitą broń. Teraz można założyć kapiszon lub podsypać panewkę. Oczywiście broń wylot lufy ma skierowany do kulochwytu. W żadnym wypadku nie w kierunku strzelnicy! Broń z kapiszonem czy podsypką jest nabita. Można odwieść kurek i po wycelowaniu - strzelić, l proces nabijania można powtórzyć. Jak sprawdzić, czy broń nie ma w lufie ładunku? Pobojczyk powinien być tak dopasowany, że po włożeniu do pustej lufy ma się schować równo z lufą. Nie ma wystawać ani nie ma wpadać w głąb lufy. Ma być równo z lufą. Jeśli jest inaczej to trzeba zmienić jego długość tak, żeby było dobrze. To jest bardzo ważne. Krzysztof Rzemek opisywał wypadek, że strzelba kupiona kilka miesięcy wcześniej okazała się być nabitą, a pobojczyk byt zbyt krótki. Sprawdzenie działania zamka skałkowego spowodowało wystrzał. Na szczęście broń była w rękach doświadczonego strzelca, który nawet przy takiej próbie broń skierował w miejsce gdzie nie mogła zrobić krzywdy. Wrażenie niesamowite - nagle nie nabita strzelba strzeliła. Koledzy mieli taką minę jakbym to ja byt temu winien i co zrobiłem, że strzela.... Ale to była wina pobojczyka nie dopasowanego do długości lufy. Spusty w broni czasem są z przyśpiesznikiem.
Nie wchodząc w rozważania jak działa, to zasada jest jedna. Po uruchomieniu przyśpiesznika spust jest tak czuły, że kichnięcie muchy go zwolni.
Trzeba o tym pamiętać i kłaść palec na spuście, jeśli jest się pewnym, że się będzie strzelać. Nie wcześniej! Na koniec chciałem podkreślić. Celować z broni wolno tylko do tarczy. Do ludzi i zwierząt nie wolno celować nigdy chyba, że się chce zabić, i tak to należy rozumieć. Jeśli celuję do zwierzęcia lub do człowieka to znaczy, że chcę zabić i tym samym narażam się na gwałtowną reakcję. Łącznie z taką, że zostanę zastrzelony w obronie własnej. A najmniej przykre będzie wysłuchanie uwag instruktora lub innego użytkownika strzelnicy. Więc nie kierować wylotu lufy do ludzi! W sklepie też darować życie sprzedawcy.
Patrzmy gdzie kierujemy lufę. Najpierw ustalamy położenie lufy i dopiero potem zaczynamy się zachwycać pięknem broni. Inaczej te zachwyty mogą być zakłócone niemiłymi wypowiedziami. Broni nie demonstrujemy w kawiarni, czy na ulicy, wyjmujemy ją z futerału dopiero na strzelnicy.
Przed czyszczeniem trzeba się upewnić, że nie jest nabita, nie ma kapiszonów na kominkach. Dopiero wtedy możemy zacząć czyszczenie broni. Zachowujemy zasadę - nie celujemy gdzie popadanie. Najlepiej wybrać solidną ścianę (nie gipsościankę), i tam kierować wylot lufy. Wiem, że nie nabita. Ale już raz przywiozłem do domu rewolwer z jedną komorą niewystrzeloną. Nie było co prawda kapiszona, ale jednak. Więc sprawdzania nigdy dosyć. Nie należy nigdy kłaść palca na spuście. Tylko wtedy, kiedy się będzie strzelać. Nie bawić się bronią!!! A szczególnie w czasie przyjęć imieninowo-urodzinowych. Nie demonstrujemy wtedy swojego arsenału. Nawet na prośby współbiesiadników. Stosując te zasady będą szansę, że nikt nie ucierpi i nie będzie artykułów w prasie na nasz temat.
Co zrobić jeśli broń nie wystrzeli? Przyczyny mogą być rozmaite. Nie nasypał strzelec prochu? To bardzo częsty przypadek. Można wtedy odkręcić kominek i nasypać tyle prochu ile się da. Zwykle udaje się wystrzelić kulę. Skąd można wiedzieć, że nie ma prochu? Po to właśnie jest znak na pobojczyku. Będzie widać, że jest za mato i znak zniknie w lufie. A co zrobić jeśli się nie uda? Cóż. Nie jest to bardzo groźne. Można użyć grajcara.
Czyli rodzaju korkociągu, którym można wyciągnąć kulę. Jeśli i to się nie uda, to można w dobrej broni odkręcić korek z tyłu lufy i wybić pocisk. Ale nie dotyczy to wyrobów Ardesy. Tam nie da się łatwo odkręcić korka. Może te moje uwagi o zakupie i pierwszym użyciu broni pomogą początkującym strzelcom. Bardzo ważne jest to, żeby zdać sobie sprawę z tego, że mamy prawdziwą broń palną w ręku. Trzeba ją darzyć szacunkiem należnym każdej broni.
Chciałbym też polecić usługi instruktorów. Warto po zakupie broni udać się z nią na strzelnicę i poprosić, żeby ktoś pomógł ją uruchomić. Wiem - nie ma podstaw prawnych żeby to wymóc - ale proszę mi uwierzyć i skorzystać z pomocy. Nie jest wstydem, że do dziś nie strzelałem i nie miałem broni. Teraz mam i chcę, żeby ktoś mi pomógł. Ja osobiście chętnie udzielę rad i pokażę, co należy robić i naprawdę, nie będę się dziwił, że człowiek mający swoje lata nie miał do dziś broni. Nie znoszę tych pewnych siebie. Oni obejrzeli setki filmów i wiedzą jak się strzela. Na 100 m w kapsel od butelki z pistoletu trafiają bez pudła. Gorzej z tarczą na 10 m... Więc bez fałszywych ambicji, kupując broń idę zapytać, co dalej. Będzie to z korzyścią dla nas wszystkich. |












