Broń CP
Broń CP

Reklama

Czarny proch
Strona w budowie - test
 
Czarny Proch

 

Od pewnego czasu obserwujemy wzrost popularno­ści broni czarnoprochowej. Co to jest broń czarnoprochowa? Jest to broń zazwyczaj jednostrzałowa, ładowana od strony wylotu lufy, której materiałem pędnym jest czarny proch (mieszanina saletry, węgla drzewnego oraz siarki). Mieszanina ta została wynaleziona przez Chińczyków. Trudno jednak określić, czy jednocześnie nie powstała w innych rejonach świata. Ale przyjmuje się, że w Chinach.

Jako ciekawostkę można powie­dzieć, że nazwa czarny proch powstała dopiero w dru­giej połowie XIX wieku. Wcześniej mówiono po prostu proch strzelniczy. Zmiana została spowodowana po­wstaniem prochu bezdymnego i ten dawny proch na­zwano wtedy prochem czarnym. Pali się on stosunkowo wolno - około 400 m/s. Takie spalanie powoduje, że po­cisk nie może osiągnąć prędkości dużo wyższych niż 300 m/s. Chęć zwiększenia energii (w końcu ta broń słu­żyła do zabijania) spowodowała zwiększenie kalibrów. Można przyjąć, że kalibry stosowane w broni czarno­prochowej są między. 36 (ok. 9 mm) a. 75 (ok. 19 mm). Oczywiście, bywały też większe. Broń, o której piszę po­wstawała od XVII do XIX wieku. W tym czasie wymyślo­no też rewolwery i powtarzalną broń skałkową. Byt to złoty okres broni ręcznej.

 

Skąd obecnie taka popularność tak archaicznej bro­ni? Może jest to tęsknota za przeszłością? Wyobraźmy sobie jak wygląda strzał z takiej broni. Huk! Basowy, ni­ski huk. Nie ma nic wspólnego z bronią współczesną. Ogień! Dym, dużo dymu. Tak dużo, że można przez chwilę nie widzieć celu. Do tego duży odrzut, ale nie jest to szarpnięcie, tylko silne pchnięcie, l potem zapach prochu. Oczywiście, jest to niewątpliwie siarkowodór, ale pamiętajmy, że jaśmin to też siarkowodór. Możli­wość strzału z broni czarnoprochowej daje wrażenie nieporównywalne z niczym innym. Dostałem broń nabi­tą, powiedziano mi co zrobić i strzeliłem. Już od tego momentu wiedziałem, że muszę mieć taką broń. Że jest to coś, czego długo szukałem.

Potem pojawiły się inne elementy.

Nabijanie broni to cały ceremoniał. Otóż większa część broni czarnoprochowej, z której się obecnie strze­la ma lufy gwintowane. Gwint w lufie jest robiony od po­czątku istnienia broni palnej, ale powoduje to trudność we włożeniu pocisku (zazwyczaj kuł - choć i inny kształt też istnieje). Jeśli wszystko zostało dobrze dobrane, to kule wbija się młotkiem! Jest to rzeczywiście „nabijanie" broni. Jeden z kolegów określił to tak: jeśli na strzelnicy słychać odgłos kucia to nie jest to początek remontu - to Marek nabija swoją broń. Najpierw proch. Potem przybit­ka, najlepiej z filcu, ale może być i z innych materiałów -należy pamiętać, żeby nie byt to sztuczny materiał - mo­głaby z niego powstać płonąca pochodnia. W końcu przybitka wylatuje z lufy. Ja używam filcowych. Po co stosuje się przybitkę? Żeby uszczelnić lufę. Czyli już ma­my w lufie proch i przybitkę. Teraz kula. Ja mam dopaso­wane, więc kładę kulę na otworze lufy i uderzam gumo­wym młotkiem. Można i drewnianym - takie młotki byty w wyposażeniu strzelca. Jeszcze kapiszon albo podsyp­ka do broni skałkowej i już można strzelić.

 

Istniały roz­maite systemy zapalania prochu w lufie.

Najstarszy i naj­prostszy to lont, czyli bawełniany tlący się sznur, nasą­czony roztworem saletry, którym dotykało się do otworu zapałowego. Potem powstał zamek z lontem.

Można już było użyć obu rąk do celowania, ale byt to niewygodny system. Z pewnym wyprzedzeniem trzeba było rozpalić lonty, a wilgoć mogła silnie utrudnić strzelanie.

 

Powstały zamki kołowe.


Co to takiego? Coś w rodzaju zapalniczki z krzesiwem. Nakręcało się właśnie takie moletowane kółko i z kawałka pirytu leciał snop iskier na panewkę, czyli miejsce gdzie było nieco prochu, dalej do otworu zapałowego i strzał! System piękny, ale skomplikowany,

 

Następny byt zamek skałkowy.


 Znacznie prostszy od ko­łowego. Oba systemy miały wadę - trudno określić, kie­dy padnie strzał. Najpierw zapala się tak zwana podsyp­ka, czyli odrobina prochu na panewce, l w chwilę później następuje strzał.

 Zwłoka była na tyle duża, że zwierzę, na które polował myśliwy miało szansę uciec po tym jak usłyszało proch na panewce. Pewnie stąd wzięto się określenie na strzał - „pif-paf". Mogło się też zdarzyć, że proch spalił się z panewki, a strzału nie było. Stąd kolej­ne powiedzenie - spalił na panewce.

 

W latach dwudzie­stych XIX wieku powstał kapiszon,


czyli metalowa mi­seczka z odrobiną piorunianu rtęci. W tylnej części lufy w miejscu otworu zapałowego pojawił się tak zwany ko­minek. Jest to rurka; na którą można założyć miseczkę. Uderzenie kurka powoduje przedostanie się płomienia do komory prochowej. Byt to najbardziej zaawansowany system zapłonu.

 

Nie trwał zbyt długo - dość szybko pojawiły się naboje zespolone we współczesnej wersji. Co prawda, naboje zespolone powstawały od początku ist­nienia broni palnej, ale mniej więcej w połowie XIX wieku otrzymały obecny kształt. Początkowo byty elaborowane czarnym prochem - potem prochem bezdymnym. Na przykład, (nieomal kultowy) rewolwer Nagant (w Polsce nazywany nagantem i produkowany w Radomiu do 1950 roku) byt elaborowany czarnym prochem! Ale to już jest broń właściwie współczesna.

 

Co jest takiego pociągającego w dawnej broni? Na pewno jej bezdyskusyjne piękno. Piękne kształty, wspa­niałe zdobienia.

 W owym czasie równie ważne byty - forma i treść. Poza tym, że broń służyła do zabijania, nadawano jej piękny wygląd. Przecież wystarczy wziąć do ręki tak zwaną cieszynkę,


żeby wieczór minął w mgnieniu oka. Ja spędziłem na tym zajęciu kilka go­dzin. Sądzę, że właściciel zapewne zaczął się niepoko­ić czy przypadkiem nie zamierzam zatrzymać broni na zawsze. Ale naprawdę nie mogłem się oderwać. To by­ty bardzo szczególne sztucery i bardzo kosztowne. Ist­nieje jednakże broń znacznie tańsza, a działająca tak samo.

 

Broń czarnoprochowa szalenie pobudza moją wy­obraźnię. Widzę przed sobą szereg żołnierzy. Pierwszy szereg klęka. Strzelają! Dym, ogień.... Odgłos, jakby zbliżała się burza. Żołnierze wstają i cofają się za drugi szereg. Stają i zaczynają ładować broń. Oczywiście na stojąco.


 

Życzę powodzenia w ładowaniu muszkietu o długości 170 cm w pozycji leżącej.

W tym czasie na­stępny szereg klęka i strzela... Część nie wstaje... Jest to taniec śmierci, jest to misterium.

Hołd oddany tym, co polegli. Właśnie przez ten rytuał. A może inny obrazek? Sokole Oko biegnący ze swoją strzelbą za jeleniem.Za­trzymuje się i strzela.


Potem wraz ze swoimi indiańskimi przyjaciółmi odbywa rytuał mający na celu uspokojenie duszy zwierzęcia, żeby nie błąkała się po ziemi i nie szu­kała zemsty na swych zabójcach. Najbardziej zapadł mi w pamięć sztucer Henry'ego z „Winnetou" Karola Maya. Nigdy takiego sztucera nie było. Istniał, co prawda Hen­ry i zbudował nawet sztucer, ale nie byt to karabin rewol­werowy, jaki jest opisywany w książce. Gdy pierwszy raz dostałem do ręki rewolwer Colt Navy (ładowany od przodu czarnym prochem) to natychmiast przypomnia­łem sobie o książce. Postanowiłem zdobyć taką broń. Ale przecież nic takiego nie istniało. Po dziewięciu mie­siącach rekonstrukcji wykonanej przez znakomitego rusznikarza Krzysztofa Rzemka powstał karabin Colt Root.


 

 

Właśnie tak mógł wyglądać sztucer Henrytego. l oto marzenie z dzieciństwa spełniło się. Okazało się,

że w karabiny Colt Root był uzbrojony oddział powstań­ców z okresu Powstania Styczniowego. Nawet jeden egzemplarz jest w Muzeum Wojska Polskiego.

Jeśli powiem, że istniał karabin skałkowy powtarzalny, zapewne wielu mi nie uwierzy. A jednak. Powstał w 1725 roku (!). Była to niezwykła konstrukcja. Ustawiony pio­nowo walec, dwie komory - prochowa i komora na ku­lę. Po obróceniu walca o 180 stopni z pojemników umieszczonych w kolbie jest pobierana kula i porcja prochu. Ruch powrotny powoduje umieszczenie kuli w lufie, a komory prochowej za kulą. Podsypka na pa­newkę i można strzelać. Dwadzieścia, może trzydzieści razy.

Jest jeszcze jeden aspekt tej wspaniałej broni. Do ka­rabinu czy pistoletu niezbędna jest prochownica,


czyli pojemnik na proch z miarką, gdyż prochu nie można nasypać zbyt dużo. Oczywiście prochownice również mogą być ozdobne. Potrzebne są też kule. To już się ro­bi samemu, odlewa z ołowiu. Istnieją formy nazywane kokilami. Są to szczypce z dwoma kawałkami meta­lu, wewnątrz którego jest wyżłobienie na kule. Wlewa się ołów i po chwili mamy wspaniałą kulę.

Skąd wziąć taką broń? Niestety w Polsce trzeba mieć na nią pozwolenie, ale na szczęście 1 stycznia 2004 ro­ku wchodzi w życie nowa ustawa o broni i amunicji. Zgodnie z nią, broń wytworzona przed 1850 rokiem oraz jej repliki nie będą wymagały pozwolenia i rejestra­cji. Dlaczego rok 1850? Może dlatego, że w 1851 roku była wystawa broni w Londynie A może dlatego że kie­dyś przyjęto, że broń sprzed 100 lat nie jest już bronią?

 

Marek Pokulniewicz   2003r