Broń CP
Broń CP

Reklama

Ardesa Ranger
Strona w budowie - test
 

Ardesa Ranger

     Minęło już sporo czasu odkąd zakupiłem karabin hiszpańskiej firmy Ardesa model o nazwie Ranger. Daje mi to pewne pojęcie o jego zaletach i wadach.Kupowałem go z drugiej ręki ,lecz poprzedni właściciel oddał z niego zaledwie kilkadziesiąt strzałów i zmuszony sytuacją losową sprzedał mi go wraz z wyciorem, szczotkami ,pokrowcem i kulolejką do pocisków MINIE.Zapakował go w oryginalny karton i wysłał spedytorem.
Gdy go otrzymałem zdziwiłem sie gdyż napis na kartonie zamiast "Ardesa" brzmiał "Traditions".Czyżby to nie było to o czym myślałem? Na szczęście zawartość rozwiała wszystkie obawy a sytuacja wyjaśniła się gdyż jak się okazało wyroby firmy Ardesa są na rynku amerykańskim sprzedawane pod marką Traditions.

Pierwsze wrażenia

Gdy po raz pierwszy wyjmowałem go z pudełka w jakie był zapakowany z moich ust wydobyło się westchnienie zachwytu.Bukowe łoże,masywna, ośmiokątna lufa,elementy mosiężne wypolerwoane na wysoki połysk.To na prawdę robi wrażenie.Złożyłem się do strzału ,leży idealnie ,policzek opiera się na kolbie powodując że oko od razu znajduje się na linii celowania. Lufa ze swoim kalibrem i wielką średnicą zewnątrzną wygląda bardzo poważnie. Jest oksydowana na czarny kolor i ma wybite na bokach numery seryjne , oznaczenie producenta oraz napis "Black Powder Only". Z drugiej strony opisany jest model broni , skok gwintu lufy i znacznik określający próbę ciśnieniową jaka była przeprowadzana na tej broni.U wylotu lufy zamocowana na jaskółczym ogonie była muszka w postaci mosiężnej blaszki. Była ponieważ dokonałem kilku przeróbek o czym opowiem dalej.
Szczerbinka zamocowana była w około 2/5 długości lufy i była regulowana skokowo. Ma ona postać blaszki wygiętej do góry z wycięciem w kształcie litery U.Pod spodem znajduje się mała blaszka , mająca za zadanie regulować wysokość szczerbinki.Ma ona kształt trójkąta z wyciętymi stopniami.Przesuwając ją do przodu lub do tyłu powodujemy podnoszenie lub obniżanie szczerbinki. Szczerbinka podobnie jak i muszka zamocowane są na jaskółczy ogon.Warto w tym miejscu wspomnieć iż wcięcia i ogony stosowane w broni i celownikach producentów europejskich są takie same jednak są mniejsze od stosowanych za oceanem.W związku z tym ,gdybyśmy chcieli kiedyś wymieniać przyrządy celownicze na pochodzące z USA ( np. kupując w sklepie Track Of The Wolf) musimy wybrać wersję europejską. Większość producentów wykonuje swoje wyroby w dwóch rozmiarach więc nie powinno to stanowić problemu.Jeżeli jednak zakupimy niewłaściwe bedziemy musieli je dopasować sami badź zwrócić się o pomoc do rusznikarza.

 


Lufa od strony strzelca jest zaślepiona korkiem , którego niestety nie można wykręcić.Jest to poważne niedociągnięcie gdyż uniemożliwia pozbycie się niewypału czy utrudnia czyszczenie.We wszsytkich broniach produkcji amerykańskiej czy włoskiej korek taki jest bez problemu wykręcamy więc nie rozumiem intencji producenta rezygnującego z tej opcji.Nie powoduje to ani większego zużycia materiału ani nie komplikuje procesu technologicznego.
Pod lufą przykręcona jest szyna z dwiema mosiężnymi tulejkami ,w które wsuwany jest pobojczyk.W zasadzie jest to pręt z tworzywa sztucznego w kolorze ciemnobrązowym zakończony tulejką mosiężną.W trakcie używania tulejka zaczęła spadać więc zdjąłem ją i zamontowałem na pręcie aluminiowym który spełnia tę funkcję o wiele lepiej.Wygląd pobojczyka pasuje do broni jak pięść do oka ale że jest to tania replika więc można to wybaczyć szczególnie iż można go zastąpić czymś ładniejszym czy ew. całkiem się go pozbyć.Ja wybrałem tę ostatnią możliwość przez co wygląd broni przypomina bardziej sztucer. Sama szyna jest elementem dosyć niebezpiecznym gdyż posiada ostre krawędzie i w przypadku wyjmowania pobojczyka czy też gdy jest wyjęty a my niezbyt ostrożnie operujemy bronią można się dosyć dotkliwie skaleczyć co też mi się przytrafiło.
Kolba wykonana jest z drewna bukowego i bejcowana jest na kolor jasno orzechowy.Polakierowana jest na wysoki połysk co wygląda bardzo estetycznie.Wprawdzie niektórzy puryści historyczni zarzucają iż w owych czasach broń nie była lakierowana a pokrywana pokostem , łojem czy czymś tam jeszcze ja jednak zadowolony jestem z wyglądu i nie przejmuję się zgodnoscią historyczną.Kolba posiada mosiężną stopkę co wygląda wprawdzie ładnie jednak przy większych ładunkach czuć boleśnie odrzut i w takich chwilach zastanawiam się czy nie warto zamocować jakiejś podkładki ochronnej.

Rękojeść kolby jest gładka co moim zdaniem nie jest dobrym rozwiązaniem gdyż powoduję że musimy wzmocnić chwyt aby przytrzymać śliską powierzchnię.Podczas celowania napięcie mięśni będzie nas męczyć i wpływać na celność strzału.Gładka rękojeść wymaga też uwagi przy operowaniu bronią gdyż może nam się ona wyśliznąć z ręki.Ja zaradziłem temu oddając broń do rusznikarza ,który za kilkadziesiąt złotych wykonał mi piękne karby na rękojeści nie ustępujące w niczym tym z broni współczesnej.Wygoda i wygląd broni poprawiły się wyraźnie.
Jednej rzeczy brakuje w kształcie kolby.Jest nią baka.Dzięki niej wygodniej jest oprzeć policzek całą powierzchnią na kolbie. Jej brak powoduje iż opieram się na górnej krawędzi kolby kością policzkową co przy dużym odrzucie odczuwam boleśnie.Broń czarnoprochowa ma inna konstrukcją kolby niż broń współczesna przeznaczona z reguły do wysokich przyrządów optycznych i kąt pod jakim opada kolba w stosunku do łoża jest dosyć wysoki.Ma to swoje uzasadnienie gdyż pozwala celować "po lufie" co było ogólnie stosowane w dawnych czasach jednak powoduje podczas strzału podrzut broni do góry co skutkować może nawet podbitym okiem.Wprawdzie Ranger ma kolbę pochyloną dosyć nieznacznie jednak takie karabiny jak Pennsylwania czy Kentucky mają kolby wyraźnie opadające co trzeba brać pod uwagę strzelając silnymi ładunkami.
Karabin teń nie posiada też w kolbie schowka na flejtuchy czy kapiszony szeroko używanych w broni myśliwskiej tamtych czasów.Wprawdzie w dzisiejszym zastosowaniu broni czarnoprochowej nie potrzebujemy już nosić ze sobą po knieji flejtuchów ,kapiszonów ,kul i prochu jednak w tamtych czasach posiadanie takiego schowka było jak najbardziej uzasadnione.Dzisiaj pełnią one funkcję jedynie zdobniczą i występują w modelach Ardesy aspirujących do miana "górnej półki" jakim to Ranger nie jest. Samo łoże jest dosyć krótkie i punkt ciężkości broni wypada przy końcu łoża.Lufa mocowana jest śrubą przy rękojeści i jednym klinem w połowie łoża.Mając wcześniejszy kontakt z Hawkenem ,który posiada łoże dłuższe byłem trochę zawiedziony rozmiarem łoża.Praktyka jednak wykazała iż strzelając i tak nie sięgam dłonią dalej niż pozwalałyby na to rozmiary.


Zamek wraz z mechanizmem spustowym jest najbardziej skomplikowaną częścią broni.Prawdę mówiąc są to jedyne skomplikowane elementy. W przeciwieństwie do bogato zdobionych egzemplarzy oryginalnych zamek nie posiada żadnych zdobień poza nieskomplikowanym wzorkiem wytłoczonym na kurku.Elementy wewnętrzne zamka są wykonane poprawnie i dosyć solidne więc raczej nie powinno być obaw o jego prawidłowe działanie.
Mechanizm spustowy nie posiada przyspiesznika co dla wielu osób jest wadą.W środku jednak posiada on śrubkę ,która umożliwia regulację siły spustu.Ja swój wyregulowałem do tego poziomu że jest wystarczająca delikatny jak na moje potrzeby i nie ma niebezpieczeństwa przypadkowego strzału w wyniku dotknięcia spustu czy wstrzasu.Język spustowy jest wyprofilowany w ładne półkole jednak dla mnie jest za wąski gdyż lubię spusty szerokie powszechne w broni współczesnej. Ma on też denerwującą przypadłość chybotania się na boki co wynika ze zbyt luźnego pasowania elementów w mechaniźmie ale nie ma wpływa na proces strzału.
Elementy mosiężne zastosowane w tym modelu nie są specjalnie skomplikowane.W zasadzie są to tylko stopka kolby ,kabłąk spustowy ,osłona przednia łoża i dwie tulejki pod lufa na pobojczyk.Są wykonane poprawnie jednak z relacji poprzedniego właściciela wynika iż poszczególne modele różnią się jakością wykonania i ten jeden był najładniejszy.Elementy te w momencie otrzymania broni były wypolerowane na wysoki połysk jednak jest to już zasługą poprzednika ,który włożył w nie wiele wysiłku i serca a nie producenta.Po pierwszym strzelaniu wszędzie tam gdzie brudne od resztek prochu dłonie miały kontakt z mosiądzem pojawiały się bure smugi.Po przyjściu do domu sporo wysiłku kosztowało mnie doprowadzenie broni do poprzedniego stanu. Zniechęcająca była perspektywa żmudnego szorowania po każdym użyciu więc dzięki radom kolegów z forum zaprzestałem to robić.Po pewnym czasie całe elementy sciemniały i zmatowiały jednak nie razi to jak w przypadku częściowego połysku i nie odbija się znacząco na walorach estetycznych broni.
Tyle pierwsze spojrzenie.Bierzemy zabawki na strzelnice ładujemy i zaczynamy

strzelanie...

Na pierwszy ogień poszły pociskie MINIE gdyż akurat takie tylko posiadałem.
Ładunek około 3 gram wydaje się wystarczający dla tych ciężkich pocisków.Huk ,dym .... i cel trafiony. Celem był 5 litrowy pojemnik po oleju silnikowym.Jednak dalsze strzelania wykazały że MINIE nie są zbyt celne i zdarzało mi się nie trafiać.Po nabyciu kulolejki do kul 0.44 i pocisków REAL miałem możliwość przetestowania różnych kombinacji. Sama broń umożliwia uzyskanie kilkucentymetrowego skupienia na dystansie 50 m. Przy większym dystansie podejrzewam że rozrzut nie powiększa się znacząco jednak nie jestem jeszcze na tyle wytrawnym strzelcem aby to udowodnić.Strzelam w zasadzie na dystansie 50-100 m. Do lekkich kul używam miarki 2 gram co w zupełności wystarczy ,nie powoduje dużego huku i odrzutu.Do pocisków REAL i MINIE stosuję dawkę 3-4 gram.Cięższe pociski powodują większy odrzut i zużycie prochu.Okazjonalnie strzelałem naważką 6 gram ale to bardziej z ciekawości gdyż wyniki nie poprawiły się a ramię odczuwa to boleśnie.Opad pocisków w stosunku do kuli wynosi około 20-25 cm na tej samej dawce prochu. Zwiększenie dawki nie spowodowało zrównanie opadu a jedynie zmniejszenie różnicy do 10-15 cm.Strzelanie kulami i pociskami REAL umożliwia uzyskanie skupienia rzędu 5-10 cm na 50 m. Pociski MINIE niestety nie sprawdziły mi się i skupienie wynosiło 15-25 cm.Niebagatelne znaczenie ma rodzaj stosowanego prochu i polecam stosowanie sprawdzonego czeskiego Vesuvitu LC o drobnej granulacji.Odradzam stanowczo proch o dużej granulacji np. polski D-1 czy D-2 z Pionek gdyż powoduje niesamowity rozrzut na tarczy.
Po kilku sesjach na strzelnicy mogłem też określić wpływ czystości na celność.Pociski MINIE były z reguły mniej celne jednak po około 10 pociskach ilość brudu zatrzymywanego w lufie uniemożliwiała załadowanie broni i broń wymagała szorowania lufy.Celność pod koniec serii jest kiepska.
O wiele lepsze pod tym względem są pociski REAL , które to dzięki kryzom na swoim obrzeżu czyszczą przy strzale lufę.Można strzelać około 30 pocisków bez czyszczenia. Jednak jednynie pierwsze 10-20 jest najcelniejszych później celność nieznacznie spada.Kule ładowane na flejtuch praktycznie umożliwiają strzelania kilkudziesięciu pocisków bez czyszczenia i bez widocznego spadku celności.Jednak jak zauważyłem zawsze pierwsze 10-15 strzałów jest najcelniejszych ale może to wynikać też ze zmęczenia strzelca i innych czynników jak np. wzrost temperatury lufy. Innym ciekawym zjawiskiem jest to ,że pierwszy strzał z reguły jest niecelny.Nie wiem z czego to wynika ale potwierdza to dyskusja ze strzelcami zza oceanu ,którzy strzelają z broni czarnoprochowej od zawsze i również zauważają te zjawisko u siebie.

Po zakończonym strzelaniu wygrzebałem pociski z kulochwytu aby zobaczyć jakie deformacje powstały po uderzeniu pocisku w wał ziemny.

 W zasadzie pociski po strzale nadają się jedynie do przetopienia.Wbijają się dosyć głeboko i znaleźć można jedynie ułamek tego co wystrzelimy. Ilość prochu i predkość początkowa ma niebagatelny wpływ na stopień deformacji pocisku.Pociski wystrzeliwane z naważki 2 gramy były w zasadzie nieodkształcone a jedynie miały ślady tarcia o piasek.Naważki 4-6 gram silnie deformowały pocisk.Wynika z tego że pociski ciężkie taki jak REAL i MINIE wymagają większej dawki prochu.
Na dystansie 50 i wiecej metrów wyszła na jaw niedoskonałośc przyrządów celowniczych w jakie wyposażony był karabin.Muszka wykonana z blachy grubości około 1,5 mm przesłania na tę odległość pół tarczy.Celowanie odbywało się więc trochę po omacku i było bardzo nieprecyzyjne.
Ten problem i kilka innych niedogodności spowodowały że zabrałem się za spojlery i alufelgi czyli...

tuning

Na pierwszy ogień poszły wzmiankowane przyrządy celownicze.


Zamówiłem w firmie Track Of The Wolf muszkę tunelową i przeziernik ,które zainstalował mi rusznikarz za nieduże pieniądze.Poprawa celności była znaczna.

Wreszcie odczułem pełną satysfakcję ze strzelania i byłem pewien że wszelkie nietrafienia na tarczy wynikają z moich błędów a nie niedoskonałości przyrządów.

Muszka ta ma kilka wymiennych insertów ,które zawierają różne rozmiary otworu i np dwa imitujące klasyczną muszkę.

Celownik przeziernikowy ma tę miłą cechę iż cel jest cały czas widoczny niezależnie od odległości.Jedynym mankamentem tego typu celowników jest ich wrażliwość na warunki oświetleniowe no i cena.Z racji tego iż przepuszczają jedynie część swiatła do oka wymagają silnego oświetlenia i nie nadają się do strzelania o zmierzchu czy np. podczas burzowej pogody.Wtedy jednak lepiej pomyśleć o schronieniu a nie o strzelaniu...
Kominek osłoniłem mosiężnym lejkiem mającym za zadanie kierować wszelkie przedmuchy i gazy prochowe do góry a nie w kierunku moich oczu.


Trochę się tego obawiałem bo czasami przy większym ładunku odczuwałem tak jakby "sypnięcie piaskiem" po twarzy.Teraz nie ma takiej możliwości i nawet resztki rozerwanych kapiszonów nie są w stanie trafić mi w oko.Polecam wszystkim te rozwiązanie gdyż jest to wydatek rzędu 3 $ ,lecz za to oferuje nam doskonała ochronę wzroku.
Następną rzeczą było pokarbowanie rękojeści o czym już wspominałem.Wygodniej się teraz trzyma broń i wygląda naprawdę bardziej elegancko.


Ostatnią rzeczą było odkręcenie szyny trzymającej pobojczyk pod lufą.Jako że nie posługuję się pobojczykiem oryginalnym a skuteczność jak i jego wykonanie sa wątpliwe pozbyłem się ich bez żalu.

Lufa została dzięki temu odciążona i poprawił się balans ,wygląd i masa broni.
Na zdjęciach poniżej można porównać jak broń wyglądała przed i po operacji.
Zastanawiam się jeszcze nad założeniem elastycznej podkładki na stopkę kolby ,jednak strzelam z silnych ładunków rzadko a przy słabych odrzut nie jest dokuczliwy.Jeżeli zdecyduję się na ten krok nie omieszkam zaktualizować tego opisu.

  
<!--[if !supportLineBreakNewLine]-->
<!--[endif]-->

Opracowanie: Sebastian