Broń CP
Broń CP

Reklama

Wesson Rifle

 Dawno temu w przepaściach Internetu znalazłem reprodukcję obrazu:

 
 


Obraz przedstawia strzelców Berdana. Zainteresował mnie szczególnie żołnierz składający się do strzału, a dokładniej broń, z której za chwilę padnie strzał. To Wesson z celownikiem optycznym!

 Mam charakter sroki. Dawno to u siebie zauważyłem i cecha ta wiele już razy doprowadziła mnie do  działań zmierzających do zaspokojenia pragnienia posiadania czegoś, co  się spodobało. Tym razem nie było inaczej.

 Wesson z lunetą. Jedno z moich marzeń.

 Po wielkich bojach i po kilku podejściach dostałem swego Wessona.

W sumie to już kolejny egzemplarz, jaki posiadam, a trzeci, jaki miałem okazję zobaczyć "na żywo".

Zacznijmy jednak od początku.

Pierwszy egzemplarz to coś, co miało przypominać Wessona i nawet ciut przypominało, ale zbyt wiele z nim nie miało wspólnego. Broń nieznanego producenta. Dość składna, lekka i wykonana tak, ze płakać się nad nią chciało. No, ale pragnienie było już uświadomione, a że Kolega miał i koniecznie chciał się pozbyć, to za symboliczną opłatą dostałem paczkę a w niej coś takiego:

 

 

 

 

Zdjęcia, jakie czasem spotykałem w Internecie, też wiele mówią o jakości wykonania, ale jeśli ładnie obfotografować...

 

 

 

 

 

Zdjęcia tego nieznanego autora  (pochodzące z serwisu egun) to mistrzostwo marketingu )

 

 

Te zdjęcia - również znalezione na egun - zdradzają jedną z tajemnic tej broni. Zwróćcie proszę uwagę na materiał, z jakiego wykonano zamek !!:

Szybko to coś powędrowało do innych ludzi, z zastrzeżeniem, że raczej na ścianę niż strzelnicę się  nadaje, mimo że punca mająca świadczyć, iż strzelać można bezpiecznie, była wyraźnie nabita. O ile mi wiadomo, nowy nabywca szybko też się zniechęcił do tego wynalazku i broń poszła dalej w świat. Oby więcej do mnie nie wróciła ;-)

W pewnej chwili na wspomnianym egun pojawił się Wesson z szumną informacją, iż jest to broń produkowana przez znany duet: Uberti-HEGE.

Nie uwierzyłem w reklamę, ale pamiętając, że w ofercie HEGE jest Wesson w cal. .45 z dobrym gwintem, zacząłem walkę o niego, lecz Kolega mnie przelicytował i karabin powędrował do Niego. Na osłodę - miałem okazję obfotografować i "zbadać" tę broń, co też chętnie uczyniłem.

Tym razem do wykonania nie było zastrzeżeń. Kolega, który nabył karabin, z niemałym trudem pozbył się lakieru szpecącego broń i przedstawił ją już w poprawionej formie. Oto kilka zdjęć tego egzemplarza:

 

 

 Broń po zdarciu lakieru - piękna w swej formie, lecz gwint 1-48' w cal. .45 to nie jest szczyt marzeń. Ponadto: słynna "false muzzle" była wprawdzie dołączona do broni, ale starter zaginął w mrokach historii.

Tak czy inaczej ten egzemplarz zaostrzył mi apetyt, więc gdy zobaczyłem kolejną sztukę - tym razem w cal. .50 - zacząłem o nią walczyć. Z przygodami się ta walka odbyła, ale to już opowieść przy wieczornym ognisku i dobrym piwie. Jedno tylko powiem: znów bym pewnie musiał obyć się smakiem, lecz czyjś pech dla mnie oznaczał wygraną )

Broń jak opisywany wyżej egzemplarz nie ma oznaczeń producenta. Pochodzi prawdopodobnie z tej samej wytwórni, lecz jest dużo starsza. Wiem też o egzemplarzu Rusznika (Kolegi ze Śląska), pochodzącym z drugiej setki produkcji. Mój to egzemplarz młodszy, bo nr 885.

Czy Wojtka (Rusznika) wyszedł z tej samej fabryki %u2013 pewności nie mam, ale prawdopodobnie tak, choć przez lata produkt ulegał modyfikacjom. Mój ma np. moletowania, o które Wojtek musi się dopiero postarać. No, ale wszystkie mają tę samą wadę: paskudny lakier na pięknym drewnie. Ponadto mój egzemplarz nie ma ani "false muzzle", ani wlotki, co mnie poważnie martwi.

Dystrybutorem mojego egzemplarza była firma "Orion", o czym informuje skromniutki napis na lufie.

Kilka zdjęć mojej broni:

 

 

 Broń "pozowała" do zdjęć jeszcze z lakierem. Obecnie lakier pozostał jedynie na pobojczyku, by przypominać "złe czasy", a drewno nabrało szlachetności. Przy okazji zniknęły wgniecenia pochodzące od wieszaków, na których broń wisiała na ścianie. Dokładny przegląd, rozkonserwowanie z zastygłego smaru ujawniły, iż broń nigdy nie strzelała, a jedynie kilka razy kurek spadł na sucho na kominek, o czym świadczy ślad na kurku i kominku oraz sterylna czystość kanału ogniowego.

Broń już miałem  pozostało poszukać lunety. Nie czegoś podobnego do tej z obrazu, a lunety pasującej do tamtych czasów i mej broni. W Polsce takich lunet się nie dostanie. Najbliżej są do dostania w Niemczech, lecz cena ich dość skutecznie zniechęca. Wynika to z faktu, iż USD i Euro przeliczane są w takich transakcjach 1:1

Rozpocząłem poszukiwania w sieci oraz przeglądanie ksiąg. Miałem też kilka podpowiedzi i wyobrażenie, czego chcę. Wybór padł na lunetę Malcolma. Sprzedawana jest via Internet przez kilka sklepów.

W moich poszukiwaniach ubiegł mnie Kolega. Zakupił swój egzemplarz w USA na aukcji. Mnie zaś przyszło czekać jeszcze długo na upragnioną przesyłkę.

Piękna sztuka, ale samo oceńcie czy nie przesadzam:

 

 

 

 Osłona przeciwsłoneczna i jednocześnie sposób, by zmienić długość lunety:


 


Odległość do celu ok. 500 m, ale może być i więcej - dobry w ocenie odległości nie jestem

Mniej z całą pewnością nie było.

 

 

Tu widać właściwe proporcje/odległość:

 

 

Moja ocena:

Luneta jak na czasy, gdy powstała - rewelacyjna. W kiepskich warunkach, jakie dziś były, mieliśmy okazję oglądać pączki na drzewie z odległości ok. 100 m.

Powiększenie x6 przy dość dużej tolerancji na odchylenia od osi optycznej i zmiany odległości: oko - celownik. W mojej ocenie brak rozjaśnienia obrazu, ale też nie stwierdziłem jego przyciemnienia.

Doskonały krzyż nie zasłaniający celu !:

Solidna konstrukcja z mosiężnymi zaślepkami lunety.

Minus: chyba drobna nieostrość na nieskończoności, ale to równie dobrze mogła być wina szyby, przez którą patrzyliśmy, i deszczu, który dość skutecznie psuł obraz. Ponadto pewnie trzeba będzie lekko wyostrzyć obraz poprzez dokonanie regulacji soczewek przedniej i tylnej - producent daje taką możliwość.

W komplecie, jaki obfotografowałem, znajduje się tylna regulacja w wersji bogatszej/solidniejszej niż fabryczna. Jest to więc dodatkowa opcja, na którą należało wskazać. Ponadto trzeba też powiedzieć, że w stanie, w jakim luneta jest sprzedawana, nie ma możliwości jej zamontowania na broń z okrągłą lufą, jeśli brakuje jaskółczych ogonów na muszkę i szczerbinkę.

 No to mam swą lunetę. Dotarła do mnie z USA za pośrednictwem Kolegi i Jego zacnej Rodziny. Zamontowanie na broń to była przyjemność. Wystarczyło zdjąć muszkę i szczerbinkę, a w ich miejsce wstawić zgodnie z instrukcją odpowiednie elementy mocujące.

Efekt pracy, spełnione marzenie wyglądają tak:


 


 

 ---------------------

Temat Wessona był już poruszany na forum:

http://bron.iweb.pl/viewt...ighlight=wesson

 Na rynku są dwa rodzaje celowników optycznych.

 

Luneta Malcolma:

http://www.dixiegunworks....oducts_id=13101

Wersja 17":

http://www.dixiegunworks....oducts_id=13860


Tasco:

http://www.dixiegunworks....roducts_id=4041

oraz wersja 18 1/2 ":

http://www.dixiegunworks....roducts_id=4040


W zależności od sklepu są drobne różnice w cenie.

Można też czasem dostać te lunety na rynku wtórnym, jednak w przypadku lunety Malcolma - nie zaoszczędzimy za wiele. Niewielka podaż powoduje, że egzemplarze używane niewiele są tańsze od nowych.

 Wszystkie prezentowane lunety da się zamontować na Wessona (na inną broń również). Kaliber broni nie ma tu najmniejszego znaczenia. W broni silniejszej zaleca się zastosować dodatkowe mocowanie/wzmocnienie w miejscu szczerbinki.

Na pytanie o legalność Wessona w świetle ustawy o broni i amunicji można szybko odpowiedzieć i to w sposób nas zadawalający:

Forest Rifle (pod taką nazwą produkowany w co najmniej dwóch odmianach) był oferowany przez firmę Forest Firearms Company już w roku 1836!

 


A bardzo ciekawym dedykuję zdjęcia oryginału:

 

 

 Dodam, że sądzę, iż drewno w prezentowanym egzemplarzu było dorabiane.

 Właśnie był listonosz i przywiózł mi amunicję testową!

 

 

Pocisk z lewej: 27,23 grama

Pocisk z prawej: 24,10 grama

Pozostaje czekać na okazję do strzelenia D

 

Zmyślne rozwiązanie pobojczyka z kombinowanymi końcówkami:


 


 

Co takiego rewelacyjnego w tej broni? Lufa jak lufa. Solidna i często w dość poważnym rozmiarze.

Nowinką i zarazem największą zaletą karabinu Wessona było to, co znajdowało się na końcu lufy. W przeciwieństwie do dotychczas znanych karabinów zamek stanowił korek lufy. Najciekawsze jednak skrywane było we wnętrzu tego pudełeczka.

Zdjęcia zamka w kolejnych fazach jego pracy:

Spoczynek

 

 

Pozycja bezpieczna

 


Do strzału

 


Przyspiesznik

 


Spust i strzał

 


Wygląd ogólny

 

 

Wydawać się to może prostym rozwiązaniem, ale w czasach karabinu Wessona zamek to było coś %u201Ewsadzone%u201D do drewna obok lufy. Na owe czasy połączenie lufy z zamkiem stanowiło duży postęp. Dodatkowo z samej konstrukcji wynika świetna praca tego rozwiązania. Spust w Wessonie jest prawie doskonały.

 Swego czasu Sas88 pokazywał nam temat Wessona na amerykańskim forum:

http://www.muzzleloadingf...371/hl//#175371

 

Wróciłem ze strzelnicy.
Nie powiem, bym miał się czym pochwalić.

 W życiu nie miałem tak trudno z ustawieniem lunety!

Nie daje się jej ustawić równolegle do lufy, bo kurek przy odciąganiu zaczepia o lunetę. Starałem się więc korygować dawką prochu i wagą pocisku oraz korygując punkt celowania. Wszystko na 50 metrach i raptem tylko raz zaczepiłem delikatnie górę podkładu. Podszedłem więc bliżej - i nic. Jeszcze bliżej i na dystansie 15 metrów, celując pod tarczę, zacząłem trafiać w górną część tarczy na godz. 13.00-14.00. Korekta - i przestrzeliny zaczęły układać się w pionie. Z braku amunicji - bardzo oszczędne operacje polegające na próbach sprowadzenia celownika do właściwego ustawienia. Kolejna zmiana dystansu i karabin zaczyna siać. To już niestety było ok. 35 strzałów. Lufa już zabrudzona, choć nie powinna, ale jest jak jest. Odpuściłem więc, by przemyśleć i dokonać ewentualnych korekt w broni lub mocowaniu lunety.

 W szczytowej jednak celności pociski Maxiball na dystansie 50 m mieściły się w polu, które można przykryć dłonią. Był też przypadek, gdy dwa maxiballe przeszły praktycznie jednym otworem. Maxiballi wystrzeliłem tylko 5, więc to nie do końca była kwestia prób ;-)

Kula .490 w łatce też wylądowała w tarczy podobnie, a więc lata na tym dystansie prawie jak maxiball. Ciut tylko wyżej.

Pozostaje wrócić na strzelnicę po rozpracowaniu kwestii mocowania lunety. Rozwiązania, jakie na dziś mi do głowy przychodzą: podnieść lunetę w przednim mocowaniu (tam, gdzie muszka) lub przemieścić lunetę minimalnie na lewo od osi symetrii broni. Chyba to drugie rozwiązanie będzie prostsze na dziś.

Stosowałem kule .490 z flejtuchem i dwie dawki: 40 i 65 grain prochu oraz maxiball  z dawką 45 i 50 grain. Prędkości kuli przy dawce 40 grain oscylowały ok. 280 m/s. Prędkość 285 m/s zanotowałem przy maxiball wystrzelonym ładunkiem 50 grain.

 Zmiana dawki w przypadku kuli na dystansie 50 m nie dawała różnicy na tarczy! Niestety ze złości nie zmierzyłem prędkości przy maksymalnej dawce dziś stosowanej.



Dokonałem korekty mocowania lunety. Umieściłem ją o ok. 2 mm w lewo w stosunku do osi broni. Kurek pracuje bez problemów, a luneta uzyskała pełny zakres regulacji.

Widać w oryginałach albo kurek miał inny kształt, albo luneta była cieńsza.

 Jeszcze jedna uwaga: lufa nie była polerowana. Broń nie była wcześniej strzelana, więc w tym upatruję część problemów z osadzaniem się osadów. Ponadto maxiballe smarowałem tylko o węższym rowku smarowniczym. Miałem dosmarować je na strzelnicy, ale zapomniałem.

 Ponowiłem próbę ustawienia broni.

Strzelałem wraz z Kolegą na dystansie 50 i 100 m. Przestrzeliny na 50 m - tuż obok cyfry 6 poniżej czarnego. Przestrzeliny stykające się!

Na 100 m pierwszy strzał idealnie w krawędź czarnego u góry. W osi. Wszystkie strzały dawką 2,6 grama i kulką w łatce! Następnie różne ładunki celem ustalenia, jaki wpływ ma ładunek na przewyższenie. Wszystkie kule wylądowały w okolicach 1 - w osi, w polu, które można przykryć śródręczem dłoni! Ładunki 2,9 i 4,3 grama - naprzemiennie. Kolega lubi kopnięcie ;)

 Z braku odpowiednich warunków - strzelnica myśliwska bez możliwości strzału z ławy - opieraliśmy się jedynie o boczne wały, strzelaliśmy z przyklęku i z pozycji siedząc na ziemi. Dodam też, że wędrowaliśmy do tarczy prawie za każdym razem, a strzał odbywał się bezpośrednio po takim spacerku!

 No i to by było na tyle.

Wesson nie jest zły. Powiem więcej - to zaskakująco dobra broń. Nie licząc naszych błędów oraz nie patrząc na rozrzut: góra-dół, to odchylenie od osi pionowej było na poziomie 2 cm w obie strony.

Dla kuli na 100 m to całkiem dobry wynik :)

Zdjęcia robiłem telefonem - nie nadają się do publikacji.

 Kupując Wessona, zainteresowani zapewne sami zechcą dowiedzieć się, na co stać tę broń.  Zapewne po przeminięciu fali zainteresowania wywołanej prezentacją tego karabinu w Polsce - ceny wrócą do normalności.

 

M. Kowalczuk - 2006