Broń CP
Broń CP

Reklama

LE SYSTEM 1777 / AN IX
Strona w budowie - test
 

 

 

Francuski gładkolufowy skałko­wy karabin wz.1777, a zwłaszcza jego udoskonalona wersja, AŃ IX, stał się w pierwszych latach XIX wieku powszechnie na­śladowanym standardem konstrukcyjnym, zajmu­jąc pozycję równorzędną wielkim karabinowym „sys­temom" XIX i XX wieku: Remingtonowi, Mauserowi 98, czy broni Kałasznikowa. Karabiny systemu 1777/AN IX miały w swoim uzbrojeniu armie wszystkich sojuszników Napoleona, a jego kopie wiele armii jego przeciwników - jak choćby austriacki karabin wz.1798, rosyjski wz.1808, czy pruski wz.1809.


Niepowodzenie Francji w siedmiolet­niej Wojnie Północnej (1756-63) o pano­wanie nad Śląskiem w dużej mierze przypisano niedostatkom uzbrojenia francuskiej  piechoty. Zwracał na to uwagę już wielki re­formator francuskiej wojskowości, marsza­łek Vauban, ale przez wiele lat nie zrobio­no nic, by te sytuację poprawić. Po wiel­kich postępach w dziedzinie broni strzelec­kiej w ciągu XVII wieku, kiedy to Francja stała w pierwszym szeregu reform wojskowości, jako pierwsza ujednolicając kaliber broni piechoty, zastępując piki bagnetami i reformując taktykę, od początku kolejnego stulecia dała się zauważyć tendencja do koncentrowania się na fortyfikacjach - skądinąd projektu tegoż Vaubana. Ostatnim przebły­skiem wielkiej ery francuskiej supremacji w dziedzinie broni strzeleckiej był pierwszy w dziejach „system" - spójny zespół mode­li broni strzeleckiej bazujący na wspólnych dla wszystkich rozwiązaniach mechanizmu zamkowego i konstrukcji broni - wprowa­dzony w roku 1728.

Najbardziej rewolucyjnym rozwiązaniem tej broni było wprowadzenie bączków - me­talowych pierścieni mocujących łoże do lufy. Do tej pory znano jedynie pierścienie, za po­mocą których mocowano strzemiączka do flintpasa (czyli pasa nośnego), zaś lufy bro­ni strzeleckiej łączone były z oprawą przy pomocy kołków lub przetyczek, co znacz­nie utrudniało rozkładanie broni, warunku­jące jej dokładne czyszczenie. Lufy umoco­wanej w łożu nie dawało się bowiem umyć, gdyż groziło to zamoczeniem, a w konse­kwencji wypaczeniem łoża. Do gruntownego czyszczenia trzeba było wybijać kołki, któ­re od tego wyrabiały się i luzowały, obni­żając żywotność broni. Przeciwnicy Francji jeszcze przez wiele lat uporczywie trzyma­li się starej konstrukcji - Brytyjczycy jesz­cze przez niemal 100 lat!

Na fali oskarżeń towarzyszącej niepowo­dzeniom militarnym, jeszcze w czasie wojny siedmioletniej zapadła decyzja o całkowitym przezbrojeniu armii w nowoczesny karabin wz.1763. Zachował on zasadniczy układ karabinu wz.1728, ale zasadniczej rekonstruk­cji poddano zamek. Widać to już na pierw­szy rzut oka w konstrukcji kurka, znacznie wzmocnionego. Dotychczasowe kurki miały kształt litery S, z wąską szyjką - to w tym miejscu, w miarę eksploatacji, pękał wyko­nany z dostępnych wówczas stopów żelaza niskiej jakości kurek. Pęknięcie kurka było wyjątkowo kłopotliwym uszkodzeniem bro­ni, niemożliwym do usunięcia w polu - trze­ba było dorobić nowy kurek, gdyż części ręcznie wykonywanych karabinów nie były wzajemnie zamienne, a ówczesna intendentura nie znała pojęcia „części zamiennych". Kształt kurka podatny na uszkodzenie nie był jednak sprawą mody - przez jego dolną szczękę przechodziła śruba, mocująca skał­kę. Ponieważ grubość skałek nie była ide­alnie powtarzalna, śruba musiała mieć dłu­gość umożliwiającą dostosowanie odległości szczęk do zmiennej grubości skałek. Pod dol­ną szczęką musiało być zatem na nią do­syć miejsca.


Dostęp do dolnej części śruby przydawał się w przypadku innego częste go uszkodzenia kurka: ułamania śruby mo­cującej skałkę. Rozbieżne potrzeby pomiesz­czenia zapasu długości śruby, udostępnienia jej dolnej części i zachowania zwartej kon­strukcji kurka najlepiej godził kształt litery S - co jednak osłabiało kurek. Twórca kara­binu wz.1763 zaproponował inne rozwiąza­nie. Jego kurek był znacznie szerszy, przypo­minający bardziej literę F. Pod dolną szczę­ką wywiercony był owalny otwór, umożli­wiający dostęp do śruby mocującej skałkę, pozwalając jednocześnie zachować znacznie bardziej odporną na trudy eksploatacji ma­sywną konstrukcję. Forma kurka pozostała już w broni francuskiej właściwie niezmie­niona do chwili wprowadzenia broni kapi­szonowej - jedynie otwór z owalnego stał się sercowaty.

Na przeszkodzie reformatorom stanął prozaiczny brak pieniędzy i przed wprowa­dzeniem nowego wzoru karabinu postano­wiono wyprzedać zapasy starych, by w ten sposób sfinansować modyfikację. Jak zwykle w takich sytuacjach przedsiębiorcy wykorzy­stali niekompetencję królewskiej komisji za­kupów, która nie mogła się ciągle zdecydo­wać czy jedynie modyfikować istniejące, czy kupować nowe karabiny. Członków komi­sji dobierano na zasadzie urodzenia i urzę­du (dziś' byśmy powiedzieli „z nomenklatu­ry"), a nie wiedzy i doświadczenia w zakre­sie uzbrojenia, więc co sprytniejsi przedsię­biorcy potrafili oczarować komisarzy, a co bezczelniejsi skorumpować ich na tyle, by kupowano właśnie ich karabiny. Spekulan­ci skupowali za bezcen wycofywane karabi­ny, wymieniali części drewniane i odnawiali metalowe, przez wymianę kurków upodab­niając je zewnętrznie do nowego karabinu wz.1763, po czym sprzedawali z powrotem armii za ciężkie pieniądze jako nową broń. Po jakimś czasie sprawa się wydała, doszło do wielkiego skandalu, zakończonego długo­trwałym procesem sądowym, w którym ferowano surowe wyroki. Ważniejszym wszakże skutkiem „procesu Inwalidów", nazwanego tak od pałacu, w którym odbywały się po­siedzenia sądu, była decyzja króla o stwo­rzeniu własnego przemysłu zbrojeniowego, by uniezależnić się od nieuczciwych dostaw­ców prywatnych.

Tymczasem w roku 1766 wprowadzo­no zmodyfikowaną, lżejszą, odmianę kara­binu wz.1763, produkowaną przez królew­skie wytwórnie w Charleville, Saint-Etienne i Maubeuge dla wojsk lądowych, oraz w Tulle dla marynarki wojennej. Karabin wz. 1763/66 szybko zaczął obrastać odmia­nami i w połowie lat 70. XVIII wieku jego nowatorstwo całkiem się w tym zalewie za­traciło. Potrzebny był nowy wzór karabinu, który przywróciłby Francji pierwszeństwo na kontynencie. W roku 1775 w uzbrojeniu ar­mii znajdowało się ponad 30 odmian kara­binów i karabinków zarówno starszych ty­pów, jak i wzoru 1763/66. Sytuacji tej bar dzo przeciwny był kolejny wielki reformator armii francuskiej, słynny konstruktor i wy­nalazca w dziedzinie artylerii, generał po­rucznik de Gribeauval. Wykorzystując pozy­cję generalnego inspektora artylerii Gribeau-val przeforsował wielką reformę uzbrojenia strzeleckiego, obejmującą wszystkie typy i grupy broni strzeleckiej. Głównym założe­niem reformy było maksymalne ogranicze­nie ilości typów, by w ten sposób, elimi­nując nadmiar odmian, uprościć zaopatrze­nie i zintensyfikować produkcję. Podsta­wą konstrukcji nowego systemu broni dłu­giej był karabin wz.1766 kalibru 17,5 mm, tym razem produkowany głównie w manu­fakturach królewskich, według zmodyfiko­wanej, uproszczonej i dokładniej kontrolo­wanej technologii. „System 1777" to jednak nie tylko karabin - w jego skład wchodzi­ły też zmodyfikowane pistolety, bagnety i broń sieczna. W miarę pojawiania się no­wych karabinów, stare wyprzedawano – tak, że za granicę. W ten sposób francuski ka­rabin wz. 1763/66, zwany potocznie „karabi­nem Charleville" od nazwy jednej z manu­faktur królewskich go wytwarzających, stal się głównym orężem amerykańskich rewolu­cjonistów, toczących walkę o niepodległość brytyjskich do tej pory kolonii w Nowym Świecie. Król Ludwik XVI - i w ogóle Fran­cja - nie wyszli na tym najlepiej. Nie dość, że przeprowadzona przy ich pomocy rewolu­cja amerykańska upowszechniła pomysł oba­lania oddolną przemocą panującego monar­chy, co skończyło się szturmem Bastylii, to jeszcze w 1800 roku Amerykanie sprzeda­li 30 000 tych karabinów rebeliantom Toussainta de l'Ouverture'a walczącym prze­ciw Francuzom na Santo Domingo.

 

Po obaleniu tyranii i początkowym kar­nawale rewolucyjnym rozpoczęła się krwa­wa dyktatura jakobinów. Obrona republi­ki przed wrogami zewnętrznymi, „kolumny piekielne" masakrujące rebelię wandejskich szuanów, krwawe rządy Komitetu Ocalenia Publicznego - do tego wszystkiego Robespierre i jego poplecznicy potrzebowali sil­nego wojska i mnóstwa broni. Wprowadze­nie powszechnego obowiązku służby woj­skowej spowodowało powstanie olbrzymiej armii narodowej, dla której produkujący do­tychczasowymi rękodzielniczymi metodami przemysł zbrojeniowy po prostu nie był w stanie nastarczyć uzbrojenia. Dziś jakobinom pamiętamy jedynie gilotynę na Placu Zgo­dy i rzeź Lyonu, ale pod ich rządami doko­nała się także reforma przemysłu zbrojenio­wego, leżąca u podstaw wielkich zwycięstw Napoleona - który też bez jakobinów pozo­stałby najwyżej dobrze zapowiadającym się  porucznikiem. Powstały nowe opracowania i nowe rozwiązania konstrukcyjne, ulepszano dotychczasowe wzory broni. Zorganizowano nowe wytwórnie uzbrojenia w Moulins, Au-tun, Clermont-Ferrand, Wersalu, Valencien-nes, Grenoble, Langres, Chatellerault, a potem w Liege, Mutzig i Turynie.

 

Po obaleniu jakobinów, Dyrektoriat z inicjatywy Bonapartego powołał ciało do tej pory we Fran­cji nieznane - Komisje Wojskową, której celem było badanie i opiniowanie nowych wzorów broni przed zatwierdzeniem i prze­kazaniem ich fabrykom do produkcji. Skoń­czyły się czasy samodzielnych, „partyzanc­kich" modyfikacji i mnożenia bez końca od­mian i podtypów. Teraz każdy nowy wzór i zmiana technologii produkcji musiały zo­stać zatwierdzony przez komisje, co jeszcze usprawniło proces produkcji i zaopatrzenie wojsk. Pojawiło się nowe pojecie rewolucjonizujące zaopatrzenie - części zamienne. Do tej pory bowiem każda broń była oddziel­nym dziełem produkujących je rzemieślni­ków i nie było mowy o jakiejkolwiek wymienności ani zespołów, ani ich części skła­dowych. Za czasów Napoleona nie udało się wprawdzie doprowadzić do pełnej zamienności części broni, ale wprowadzono przy­najmniej pewne standardy, które w przyszło­ści to umożliwiły.

Nowo opracowane lub ulepszone typy broni otrzymywały nadawane przez komisję oznaczenie wzoru M.  AŃ [no] z cyfrą rzymską oznaczającą rok zatwierdze­nia projektu do produkcji wg kalendarza re­wolucyjnego (liczonego od ogłoszenia repu­bliki 22 września 1792 r.). Zmodyfikowany przez komisję jeszcze bardziej uproszczo­ny (m.in. przez zastąpienie śruby mocującej przedni bączek sprężynowym zatrzaskiem) model karabinu wz.1777 z roku 1796/97 nosił więc oznaczenie „Modele 1777 corrige M. AŃ IV" czyli „wzór 1777 odmia­na wz. IV".

 

M. AŃ IX

Już w roku V (1797/98) rozpoczęły się prace nad kolejną, dalej idącą modyfikacją udanego karabinu wz.1777. Prace te w roku IX (1800/01) uwieńczyło przyjęcie kolejnego „systemu" uzbrojenia łączącego broń krótką, długą i białą - M. AŃ IX. Tym razem mo­dernizacja poszła przede wszystkim w kie­runku zwiększenia niezawodności funkcjo­nowania - poprzez zmianę kształtu krzesi­wa uzyskano dłuższy czas iskrzenia skałki i większą pewność odrzucenia krzesiwa na czas, by iskry zdążyły zapalić proch na panewce. Tylko ta jedna zmiana konstrukcyj­na spowodowała, że częstotliwość niewy­pałów spadła z powszechnej w tym okre­sie liczby jednego niewypału na 5-7 strza­łów do jednego na 15. Nowemu karabinowi nadano nazwę „wz.1777 odmiana wz. IX" - przy czym w naszej literaturze utarła się nie wiedzieć czemu mieszana nomenklatu­ra i pisze się „wz.1777 AŃ IX".

 

I tak już masywny kurek systemu 1777 został jeszcze wzmocniony. Przebudowany kurek zaopatrzono także w występ na we­wnętrznej stronie, ograniczający jego jało­wy ruch do przodu po odrzuceniu krzesiwa, co zmniejszyło ilość uszkodzeń kurka. Zda­niem wielu autorów AŃ IX był szczytowym osiągnięciem konstrukcji gładkolufowej bro­ni skałkowej, najlepszym karabinem wojsko­wym tego okresu, o czym przesądzają za­równo jego osiągi balistyczne, rozwiązania konstrukcyjne, wysoka jakość użytych ma­teriałów i poziom wykonania, oraz sposób produkcji - w tym daleko idąca unifikacja drobnych części pomiędzy odmianami, rzecz dotychczas niespotykana. Wymownym świa­dectwem jest także liczba naśladownictw i kopii tego karabinu w uzbrojeniu armii ów­czesnego świata. Karabin wz.1777 AŃ IX produkowany był w wielu odmianach: kara­binu piechoty, dragońskiego, artyleryjskiego oraz karabinków dla kawalerii: kirasjerskiego, huzarskiego, strzelców konnych i lansjerskiego. Gamę broni bazowanej na wz.1777 AŃ IX uzupełniały karabin i karabinek ma­rynarki. Rozmiary produkcji tego karabinu oddają skutki jakobińskiej reformy przemy­słu zbrojeniowego: w samej tylko manufak­turze wersalskiej do 1814 r. wyprodukowano 121 723 karabinów i karabinków wz.1777 AŃ IX (87 215 kb piechoty, 29 252 dragońskich i 5256 kbk kawaleryjskich). W ciągu 11 lat produkcji za czasów I Cesarstwa we wszystkich wytwórniach francuskich (oraz włoskich w Turynie, Modenie, Brescii i Torre del Greco), pomiędzy rokiem 1803 a 1814 powstało aż 2 243 000 sztuk tej broni. Dla porównania, broni systemu 1777 przez cale wcześniejsze ćwierćwiecze wytworzono 800 000, z czego ponad polowe w ośmioleciu 1795-1803. Brytyjskich Brown Bess, w czasie stulecia ich służby wojskowej mię­dzy rokiem 1740 a 1840 wyprodukowano także 3 miliony - ale trwało to ponad trzy­krotnie dłużej.

Karabiny i karabinki AŃ IX stanowi­ły podstawowe uzbrojenie wojsk napoleoń­skich we wszystkich najsłynniejszych kam­paniach toczonych za czasów I Cesarstwa. Ich produkcja ustała w roku 1814, wraz z abdykacją Cesarza. Już w 1816 roku wpro­wadzono kolejny „system", jedynie w drob­nych szczegółach różniący się od AŃ IX, ale za to słuszny politycznie - na płyty zamkowe wrócił napis „Manufacture Roy-ale" w miejsce stworzonych przez jakobinów „Manufacture Nationale" i napoleoń­skich „Manufacture Imperiale". System re­publikańskich państwowych wytwórni bro­ni szybko zresztą zdemontowano, likwidu­jąc większość z nich i wracając do korupcjogennych zakupów u dostawców prywat­nych. Ostateczny cios broni systemu AŃ IX we Francji zadało przyjęcie zamka kapiszo­nowego w roku 1842. Cześć mniej zużytych karabinów i karabinków AŃ IX i systemów pochodnych (wz.1816, 1822, 1836) przebu­dowano na zapłon kapiszonowy (tworząc np. wz.l822T, od „transforme").

Poza Francją doskonałe charakterystyki karabinów wz.1777 i AŃ IX zachęciły wiele armii do przyjęcia broni wzorowanej na ich konstrukcji. Broń francuska miała przemoż­ny wpływ także na konstruktorów zza oce­anu. Pierwsze amerykańskie karabiny skał­kowe ze Springfield były kopiami rozwią­zań francuskich. Karabin wz.1800 był kopią „karabinu Charleville", czyli wz.1766, ale już Springfield wz. 1816, który po konwersji na zapłon kapiszonowy w roku 1848 funk­cjonował w uzbrojeniu US Army jeszcze w przeddzień Wojny Secesyjnej, był czystym żywym AŃ IX w zmienionym drewnie. Ro­sjanie po skopiowaniu AŃ IX w roku 1808, trzymali się tej konstrukcji jeszcze przez 30 lat, do czasu wprowadzenia karabinu kapi­szonowego wz.1839. Także w armiach pru­skiej i austriackiej kopie Ań IX dożyły cza­sów karabinu kapiszonowego.


PODSUMOWANIE

Gładkolufowy karabin skałkowy - AŃ IX i każdy inny - był z dzisiejszego punk­tu widzenia bardzo niedoskonałym orężem. Jego szybkostrzelność praktyczna była nie­wielka, co wynikało ze skomplikowanego i długotrwałego procesu ładowania broni. W AŃ IX, jak we wszystkich karabinach i karabinkach wz.1777 dodatkowo obniżała szybkostrzelność konieczność obracania wy­jętego stempla przez włożeniem go do lufy - symetryczny stempel pozwoliłby szybciej i wygodniej nabijać karabin, ale jego moco­wanie sprawiało trudność. Prusacy rozwią­zali ten problem już w roku 1773, wprowa­dzając cylindryczny stempel, ale przypłacili to wzrostem masy całego karabinu o ponad pół kilograma.  

 

 


Odsłonięta panewka była wrażliwa na wa­runki atmosferyczne, wystawiając podsypkę na wiatr i deszcz. Średnio co 50 strzałów na­leżało wymienić skałkę, także krzesiwo wy­magało okresowej wymiany. Otwarty otwór zapałowy dawał przy odpaleniu spory po­dmuch, zbijający broń z celu. Gazy wydosta­jące się tamtędy powodowały przyspieszoną erozję i powiększanie średnicy otworu za­pałowego, co zwiększało straty energii ga­zów prochowych przy strzale. Strumień ga­zów buchających z prawej strony broni zmu­szał do rozluźnienia szyku liniowego, by nie poparzyć sąsiada. Mimo doświadczeń wie­lu kampanii nic z tym nie zrobiono - jedy­nie pruski karabin wz.1809, kopia AŃ IX, zaopatrzony został w osłonę boczną panew­ki, odchylającą w przód część wylatujących tędy gazów. Niewiele też dawało się pora­dzić na zarastanie otworu nagarem – szpila do jego przetykania pozostała ważnym elementem wyposażenia żołnierza do momentu pojawienia się broni kapiszonowej. Słabym punktem karabinu skałkowego pozostała też wielkość odsłoniętych części zamka – choć akurat w AN IX użyto części na tyle masywnych, by im to nie szkodziło.

AŃ IX był jednym z pierwszych ka­rabinów w dużej mierze wykonywanych przy użyciu maszyn - dotyczyło to zwłasz­cza opraw, na które starannie selekcjono­wano zdrowe drewno liściaste (najczęściej: orzech po minimum trzyletnim sezonowa­niu) bez sęków. Mocną stroną AŃ IX była bez wątpienia jakość materiałów, nad któ­rych wyborem czuwała państwowa służba kontrolerów, działająca przy wszystkich ma­nufakturach. Każdy z zachowanych karabi­nów nosi bardzo wiele znaków kontroli i odbioru technicznego, który był prowadzo­ny wieloetapowe w każdym stadium produkcji. Każdy element badał najpierw je­den kontroler, potem drugi, po czym rewi­zor zatwierdzał część do dalszego montażu, a po jego zakończeniu inspektor prowadził niezależny odbiór całego karabinu i dopiero jego zatwierdzenie pozwalało sprzedać ka­rabin wojsku. Ta staranność przy wyborze materiałów i kontrola, w parze z doskona­lą jakością wykonania sprawiały, że kara­biny francuskie cieszyły się doskonalą opi­nią użytkowników. Inną stroną tej staran­ności był jednak niestety wysoki koszt pro­dukcji - karabin AŃ IX z wytwórni francu­skiej kosztował 40 franków, mnóstwo pie­niędzy. Co ciekawe, trafiające na wyposaże­nie polskich jednostek we Włoszech karabi­ny wz.1777 z wytwórni włoskich kosztowały zaledwie 30 franków, mimo równie dobrej jakości. Czyżby na tę różnicę wpływało coś jeszcze oprócz kosztów transportu?

Wiele emocji wśród miłośników broni budzi celność wojskowej broni gładkolufowej okresu pierwszej ćwierci XIX w. Nikt nie podważa fenomenalnej celności precy­zyjnie wykonanej gładkolufowej broni my­śliwskiej z tego okresu, ale co do broni woj­skowej panuje przekonanie, że z odległości większej niż 100 kroków można było z niej  trafić co najwyżej w stodołę - a i to w jej szerszą ścianę. Biorąc pod uwagę praktycz­ny brak przyrządów celowniczych (bo co to za celowanie przez śrubę warkocza lufy i  wąską, niską muszkę na ruchomym bączku?), luz pomiędzy kalibrem lufy a śred­nicą kuli (w AŃ IX dochodzący do niemal milimetra!), stres na polu bitwy, na którym pierwszy szereg piechoty strzelał niemal w  twarz nacierającego wroga, po czym „szedł w dym" na bagnety - gdyby tak było, nikt by się zdziwił.

Okazuje się jednak, że to nie do końca prawda. Marian Maciejewski w swojej  książce „Broń strzelecka wojsk polskich w latach 1717-1945" podaje bardzo ciekawe  dane porównawcze na temat właśnie celności karabinów piechoty pruskiej (wz.1805) i  francuskiej (AŃ IX). Strzelania prowadzono do tarczy o wymiarach 1,68x0,5 m (sylwetka człowieka), w seriach po 200 strzałów z "każdego dystansu.

 

 

Cel był znacznie mniejszy od stodoły, ale  jak widać w tabeli obok, jakoś dawało się wcelować, choć powyżej 200 kroków praw­dopodobieństwo trafienia w sylwetkę czło­wieka spada do około jednej czwartej - i to  już bez dalszych różnic wywołanych zwięk­szeniem dystansu i zmianą broni. Na wszyst­kich odległościach, na które strzela jeszcze karabin, a nie teoria prawdopodobieństwa, AŃ IX wykazuje niezaprzeczalną wyższość nad karabinem pruskim. Nic dziwnego, że w roku 1809 to właśnie kopia AŃ IX stała się nowym karabinem armii tego państwa. Donośność strzału przy kącie podniesienia 43° wynosiła ok. 1000 m, z tego donośność skuteczna nieco ponad 300 m, a donośność celnego ognia nie więcej niż 150 m. Po­wyżej tego dystansu ogień prowadzono już tylko do celów grupowych - kolumn i linii piechoty przeciwnika.

Popularność i renoma AŃ IX sprawiła, że jest on stałym punktem programu wszyst­kich liczących się producentów replik czarnoprochowej broni odprzodowej. Na rynku każdy chętny ma do wyboru wiele modeli i odmian tej broni w wersjach jakościowych na każdą kieszeń - od nieudolnych naśladownictw po repliki tak doskonałe, że jedynie szczegółowa analiza części pozwa­la je odróżnić od oryginału. Także w na­szym kraju, dzięki ostatniemu rozluźnieniu przepisów można już posiadać bez pozwo­lenia współczesne kopie tego doskonałego karabinu.



ZDJĘCIA, O ILE NIE PODANO INACZEJ, AUTOR.
EKSPONAT ZE ZBIORÓW MUZEUM WOJSKA
POLSKIEGO W WARSZAWIE.