Trudno dziś powiedzieć ile prawdy znajduje się w historii i legendzie S. Colta.
Geniusz czy plagiator. Spryciarz czy cwaniak...? Każdy może sam to ocenić. W wolnych chwilach będę się starał opowiedzieć o tym facecie i jego broni. Nie oczekujcie jednak, że historia, jaką opowiem będzie zawierała odpowiedzi na pytania o koszerność konstrukcji czy zalecenia dotyczące obsługi rewolwerów Colta.
Daruję sobie to by nie wywoływać duchów starych sporów. Nie postanowiłem też być ekspertem od Colta i jego konstrukcji. Chcę jedynie podzielić się z Wami moją "wersją wypadków", a Wy możecie się z nią zgadzać lub nie
Zacznijmy, więc od samego początku:
Urodził się 19 czerwca 1814 roku. W Hartford, stan Connecticut. Na mapie USA ciut nad Nowym Yorkiem. W miejscu, które do dziś jest siedzibą firmy, jaką stworzył. To niby początek, ale tak naprawdę nie początek rewolweru.
Rewolwer powstał jako naturalna ciągota do tego by stworzyć coś, co będzie strzelało więcej niż 1 raz bez konieczności ciągłego ładowania. Pomysłów rozwiązania tego problemu było w historii wiele. Pierwsze próby uporania się z tym problemem to wiek XVII. Dopiero jednak Wiek XVIII i XIX przyniosły konstrukcje które można uznać za udane
Pistolet powtarzalny Mortimera jest doskonałym przykładem opisywanych poszukiwań. W chwycie broni znajdowały się zbiorniki na kule i proch, a walec dozował odpowiednio zawartość magazynków do lufy. Nawet podsypanie panewki odbywało się "automatycznie". Jednak broń nie zyskała rozgłosu z powodu efektownych poparzeń strzelców, a prawdopodobnie i przypadków rozerwania magazynka z prochem w wyniku zapłonu spowodowanego nieszczelnością konstrukcji.
Dość długo produkowano broń z wieloma lufami obracanymi albo ręcznie, albo automatycznie w trakcie strzelania. Broń tą często określano mianem pieprzniczki.. Początki tych konstrukcji to czasy broni skałkowej.
Niżej przedstawiam zdjęcie tej konstrukcji pochodzącej z Niemiec:

Broń ta jednak nawet w późniejszej wersji kapiszonowej była ciężka i do celnych rozwiązań raczej nie należała. Potrafiła też wypalić serią, co już zapewne przyjemnością wcale nie było. Równie dobrze, bowiem sprawowała się broń jednostrzałowa, ładowana siekańcami. Wszystko, co było przed w wylotem lufy – było celem ostrzału. Zarówno przeciwnik, jak i towarzysz w walce.
Ponadto - jaką przyjemność można mieć z noszenia kilku luf? Nie jedną kieszeń taka konstrukcja pewnie urywała, choć pewnie dość skutecznie przeciwnika unicestwiała, bo broń ta, w wersji udoskonalonej przetrwała długo. Na tej konstrukcji oparli się Cooper, Allen i Thurber, Mariette, Turner, Gogswell i pewnie jeszcze wielu innych, których nazwisk nie poznałem. Broń ta była jeszcze produkowana i znajdowała nabywców w czasie, gdy Colt zaczynał produkować seryjnie swe pierwsze rewolwery.
Dużo ciekawszymi konstrukcjami z powodu stosowanego rozwiązania były: rozwiązania stosowane przez Annely’ego i Colliera.
Mamy tu do czynienia z prawie już ukształtowanymi bębnami, jakie zastosował Pan Colt.
Te właśnie rozwiązania mogły być punktem wyjścia do powstania rewolweru.
Tyle, że konstrukcja Annelyego to wiek XVII, a patent Colliera – rok 1818. W obu przypadkach mamy do czynienia z bronią skałkową. Aby jednak Colty powstały - musiał mieć miejsce rozwój pieprzniczek i coś co można określić mianem rewolwerów przejściowych. Doskonałym przykładem rewolweru przejściowego jest konstrukcja Pana Bakera z Londynu:

Następnym etapem było stworzenie czegoś co jeszcze w historii broni powróci: rewolweru gazoszczelnego konstrukcji: Beattie, Langa czy najciekawszy: Fielda. Ten ostatni rewolwer zasługuje na szczególną uwagę bo zastosowano w nim pobojczyk bardzo podobny do tego co opatentował Pan Colt:

No ale te konstrukcje rówieśnicy juz dobrze nam znanych rewolwerów Colta bo konstrukcje z ok 1850 roku. Wspominam jednak o nich, bo w czasie strzału bęben w nich był dociskany do lufy, a wielu uważa, iż był to wynalazek pana Naganta z roku 1895.
No ale nie o tym miałem pisać. Szczęśliwie dotarliśmy do czasów S. Colta.
Tego oto osiemnastolatka:

który jak legenda głosi: nudząc się podczas długiego rejsu na Corvo wystrugał prototyp swego pierwszego rewolweru.
Potem już było łatwo:

Po powstaniu ok. 1834 roku protoplasty Patersona (oznaczonego na zdjęciu: 1) - wyprodukowanego przez Johna Pearsona podobno pod osobistym kierunkiem S. Colta – kolejne konstrukcje były już kwestią czasu.
2 - .31 No.3 Belt Model
3 – ostatni model Patersona - Model 5 Ehlers cal .31
4 – 5 Holster i Teksas Paterson cal. 36
Modelem Texas Paterson zajmiemy się dokładniej w najbliższym czasie, gdyż jestem jego szczęśliwym posiadaczem.
W roku 1831 Colt miał lat 17. Dość dobry to wiek, bo fantazja jest wybujała a i pomysły na życie człek ma świeże.
Pamiętając o tym, co pewnie i S. Colt czytał, a co pokazałem w poprzedniej części przyjmijmy, popatrzmy co zaczęło się od wspomnianego 1831 roku. Colt wpadł na pomysł by legendarny już drewniany model wystrugany w czasie rejsu zamienić na metalowy prototyp. Zwrócił się więc do Pana Anson'a Chase by taki funkcjonalny model wytworzył. Wystarczy rzec, ze raczej sukcesem tego prototypu nazwać nie można.
Mnie jednak ten prototyp się podoba, bo jak sobie przypomnimy wady protoplasty pistoletu 1911 to znajdziemy te same cechy/błędy, a przynajmniej jedną - zdecydowanie nieergonomiczny kont nachylenia rękojeści:

Prawdopodobnie tez błędy popełnione przy wytwarzaniu zakończyły tę współpracę zmuszając S. Colta do sięgnięcia po bardziej wprawnego i doświadczonego majstra. John Pearson z Baltimore - zabrzmiało jak tytuł średniowiecznego szlachcica, a to tylko nazwisko rusznikarza, który wyprodukował rewolwer i to w takiej formie, iż mógł być opatentowany. Działał więc i nie był jednorazówką
Aby wszystkim było wiadomym, że rewolwer w takiej formie to pomysł Colta:
- 22 października 1835 roku nadano wynalazkowi angielski patent 6909
- 25 lutego 1836 roku US Patent 9430X
Należy dodać, ze ten pierwszy Paterson był podobny do tego z poprzedniego odcinka mojej opowieści i oznaczonego numerem 1, lecz pod lufą zamiast sztyletu miał znany z pistoletów kawałek drewnianego łoża:

Rysunek patentowy z roku 1835 znajdziemy na okładce książki którą będę często cytował: A History of The Colt Revolver and the Other Arms Made by Colt's Patent Fire Arms Manufacturing Company from 1836 to 1840.

jak widać konstrukcja do prostych nie należała.
Ale początki są trudne i cel w postaci patentów został osiągnięty:

Produkcja dość szybko ruszyła i zdolności S. Colta do modyfikowania tego samego produktu spowodowały, iż spotkamy wiele wersji Patersona.

Różne długości lufy, jak na zdjęciu, czy różne kalibry to typowe dla produkcji Pana Colta.
Na zdjęciu pokazano model no 3 z dodatkową 12" lufą. Na uwagę też zasługuje prochownica, która pozwalała jednocześnie ładować wszystkie 5 komory, a po jej obróceniu z dolnej części można równocześnie było zadać pięć kul schowanych w prochownicy. Oczywiście i ta konstrukcja była opatentowana prze twórcę, bo S. Colt wiedział, iż patent gwarantuje prawa, a więc patentował wszystko, co się da. Łącznie ze wzorem formy do kul.
Warto też zauważyć, ze do każdego rewolweru dostarczono po dwa bębny. To typowe rozwiązanie, bo ładowanie nie było zbyt łatwa czynnością i wymiana zdecydowanie poprawiała szybkostrzelność. Do ładowania stosowano dostawny pobojczyk, który dopiero w roku 1839 został zastąpiony pobojczykiem zawiasowym umieszczonym pod lufą na stałe, co pozwoliło ładować broń bez konieczności jej rozkładania. Pomysł ten przetrwa do roku 1872 czyli do chwili zakończenia produkcji Colta Navy 1851.
W sumie Patersonów wyprodukowano 2850 sztuk:
Pocket Baby Paterson - 500 sztuk;
Belt Model Paterson – 850 sztuk;
Holster Texas – 1000
Wreszcie modele 4 i 5: produkowane w latach: 1840-1843 – 500 sztuk
Prototypy miały kalibry: .40, .47 i .32,a produkcja właściwa: .28, .31, .34 i .40
W ramach prowadzonej działalności produkcyjnej opracowano i produkowano też pewną ilość karabinów rewolwerowych, które zostaną przedstawione w niedalekiej mam nadzieję przyszłości.
Wysoka cena, a co za tym idzie słaby popyt spowodowały, że fabryka zbankrutowała.
Zdjęcia które pojawiły się w dotychczasowych częsciach pochodzą z książek:
* Colt an american legend;
* A History of The Colt Revolver and the Other Arms Made by Colt's Patent Fire Arms Manufacturing Company from 1836 to 1840.
Obie pozycje polecam miłośnikom Colta.
Dziś mam odrobinę zajęty dzień, więc nie będę silił się na obszerny opis, a przedstawię jedynie budowę Patersona, którego postanowiłem rozmontować dopiero przy kolejnym podejściu.
Nie jest to prosta konstrukcja. Oj nie:
Zdjęcie lufy i bębna to początek:

Wykręcenie śrub mocujących płytę oporową z osią oraz "pokrywkę" mechanizmu zapadkowego i spustowego też nie jest zbyt trudne:

Wyjąć kurek niby prosto, ale czemu sprężyna jest jak w karabinie, a i ten zawias/łańcuszek jakiś taki karabinowy:
Sprężyna wielopalczasta i wielowarstwowa jest dziwna, a aby tak skomplikowac kształt mechanizmu spustu to trzeba było szukać rozwiązań na siłę:

Trochę tych drobiazgów tam poupychali:

Coś co stanowi pazur kurka i zwalnia go też ma zawias, ale zapadka bębna już jest podobna do siebie:

No to mamy Patersona w drobny mak ... . Ciekawe czy da się go poskładać i zadziała
To co w nim kocham - subtelne linie i finezja kształtów
Udało się poskładać i działa, ale ile mnie to zdrowia kosztowało - szkoda gadać. Wcale się nie dziwię, ze hit rynkowy to nie był
Mój pierwszy kontakt „na żywo” z Pateronem miał miejsce 22 maja 206 roku.
Wyglądało to tak - wspomnienia tamtego dnia zaczerpnięte z forum bron.iweb.pl:
Kilkadziesiąt minut temu dotarł do mnie Texas Paterson cal. 36 jak głosi napis na lufie.
Broń produkcji F.LLI Pietta. Wraz z rewolwerem dostałem fikuśny pobojczyk do jego ładowania, a właściwie niezbędnik, bo jest tam i igła do przepychania kominków i klucz do nich, no i oczywiście da się wykonać czynność ładowani tym ustrojstwem.
Wiem .... Kpiłem sobie z Patersona bez pobojczyka i dla tego, by nikt mi nie mówił, ze śmieję się z czegoś, o czym nie mam bladego pojęcia - kupiłem. Kupiłem i na pierwszy rzut oka zostanie u mnie ten Colt na dłużej No to mam już 4 sztuki z fabryki Colta, a został mi jeszcze jeden w planach w związku z rokiem 1850: Dragoon.
Zrobię zdjęcia i jak zwykle zapodam, jeśli są chętni do zobaczenia, co tam pan Colt wykombinował modernizując pieprzniczkę Colliera
Zgodnie z zasadą: lepsze jedno zdjęcie niż dziesięć słów - kilka zdjęć. Mam nadzieję, że udało się oddać urok i ciekawą kolorystykę tej broni, bo mam na niej w sumie 4 rodzaje oksydy
Te drobiny w lufie to nie wada, to jakieś brudy, które zapomniałem doczyścić do zdjęcia, a że leń jestem - już poprawiać nie będę
Modemowcy - przepraszam, ale musiałem dać upust swej fantazji i kilka zdjęć ponad miarę pewnie.









kolejny dzień przyniósł konieczność przeproszenia. Cóż –człek omylny jest, i nie wszystko widzi od początku., Czasem musi popatrzeć kolejny raz.
Musze przeprosić F LLI Piettę za posądzenie o brakoróbstwo. Stożek jest. maleńki, ale jest. Proszę o wybaczenie bo widać wczoraj z przejęcia oślepłem

Wszystkim zaś zaciekawionym jak działa pobojczyk dostawny dedykuję to zdjęcie.
I wszystko jasne
Co już poprawiłem? Klin i odrobinę oś, bo zbyt trudno się to składało. Przy wycinaniu oczka pod klin odrobinę widać się zdeformowała i trzeba było odrobinę to skorygować.
Klin wymagał lekkiego wypolerowania ścianek bocznych, bo był surowym odlewem niszczącym ścianki otworu jak pilnik. Teraz wchodzi na właściwszą głębokość i nie drapie. Trzeba też było odrobinę skorygować śrubę blokującą klin, bo byłą za długa i pozwalała mu na wypadanie.
No i jeszcze jedno. Dziś troszkę go porobierałem. Nie do końca, bo zabrakło odwagi. Już wiem, czemu armia go nie chciała. Uważam, ze mam niezłe śrubokręty, masę serca i cierpliwości, ale skończyło sie na etapie zdjęcia osi wraz z płytą oporową tak, że widziałem te puzzle w środku.
Widziałem ile tego drobiazgu jest, więc zrezygnowałem i chyba dobrze, po zmontowaniu oazało się, ze nie kurek nie chodzi jak powinien. Kolejne rozkładania by poustawiać to jak trzeba i masa nerwów. Ostatecznie oczywiście się udało, a przy okazji troszkę poprawiłem gniazdo płyty w które wchodzi kurek, bo podobnie jak Uberti, Pietta z tym miejscem ma trudności w wykonaniu. Iglak załatwił to jak trzeba. Tylko, że hartowanie ogniowe bym uzupełnił, a tej wiśniowej oksydy raczej nie potrafię zrobić. No, ale to jest miejsce, którego zwykle się nie ogląda
W sobotę testy na strzelnicy, a wcześniej prezentacja wszystkim zainteresowanym w mej okolicy
Minęła sobota:
No i garść informacji po strzelaniu z tego cudu.
Dawki jakie zaleca producent dyskwalifikują go ze strzelania tarczowego, bo 0,6-0,8 grama to trochę mało jak na kulkę w rewolwerze cal .36 Miejsce jest niby, ale jakoś tak głupio załadować więcej skoro producent jest ostrożny.
Strzelałem z 0,6 grama, bo taką miałem końcówkę. Może wzrost te dodatkowe 0,2 grama coś zmieni, ale sądzę, że cudu się nie osiągnie.
Powiem tak -- kule latały tak, że broń zasłaniała mi miejsce trafienia na dystansie 15 metrów.
Nie jest to dla mnie zaskoczeniem, bo wspomniane dawki u Ubertiego napędzają kulkę cal .31 i też nie jest to wcale rewelacja:shock:
Praca spustu tez raczej nie kwalifikuje tego produktu do grona broni tarczowej. Uberti robi broń, z której się strzela a nie siłuje się z nią celem oddania strzału.
Ładowanie za pomocą praski .... Marek chyba tego nigdy nie robił skoro mu się to podoba. Po pierwsze w wyniku ładowania miałem problem z zadziorami, jakie powstały na osi w miejscu gdzie wchodzi klin. Dobrze spasowany przed strzelnicą po naładowaniu bębna - był problem ze zmontowaniem. Praska zewnętrzna i ładowanie poza bronią - obowiązkowe. Ani bowiem to wygodne, ani dobre, co Pan Colt zaproponował w pierwszej wersji swego rewolucyjnego produktu. Nie ma jak to trzymać w czasie ładowania, bo lufa leży obok (przy np. Navy zawsze można złapać za lufę), a samo prasowanie jest delikatnie mówiąc mało efektywne, bo zakres ruchu jest bardzo niewielki. Tyle, by wepchnąć na głębokość pozwalającą na niezaczepianie kuli o elementy broni przy obracaniu bębna. Pierścienie z ołowiu (a jakże - -powstają) często lądują wraz z kulą w komorze, a wydłubać je jest trudno, bo tylko częściowo są oderwane od kuli.
Oczywiście jak komuś nie przeszkadza, że kulka zamiast lecieć, to prawie toczy się w kierunku celu można jakoś z tymi mankamentami żyć.
Poprawię to i owo. Wygładzę pracę spustu. Zrobię praskę do ładowania lub kogoś namówię na pożyczkę. Zastosuję smarowidła i kilka trików trenowanych na Walkerze, by to jakoś spasować, a potem zobaczymy, czy przyjadę z nim na zawody, czy też będzie to egzemplarz pokazowy w mej kolekcji, co na dziś wydaje sie bardzo realne.
No jeszcze jedna sprawa: na osi bębna brak spiralnego nacięcia i juz wiem, ze istnienie ich w pozostałych Coltach ma głęboki sens. Właściciele Patersona pewnie szybko Colta poinformowali, że oś zasyfia się w tempie tak dużym, że uniemożliwia to oddanie kolejnej seri bez czyszczenia.
Będę testował smarowidła na bazie teflonu, co oczywiście pomoże, ale kiedyś teflonu nie było.
Podsumowując, więc: Paterson prod. F LLI Pietta wygląda dużo, dużo lepiej niż strzela co całkowicie potwierdza moją dotychczasową opinię o broni tego producenta. Jedyny plus, jaki dziś znalazłem: doskonale się go trzyma, bo jest lekki i ma "garba" na okładkach, czego zdecydowanie brak u następców. No ale to nie zasługa Pietty, a Colta.
Jak już wielu z Was wie: surowe oceny są u mnie normalnością. Nie jestem dyplomatą i nie owijam w bawełnę. Nie zamierzam nikogo oczerniać i nikomu pochlebiać piszę, więc co sądzę na temat broni, na podstawie moich odczuć ale nie podaję się tak łatwo i będą następne doświadczenia celem znalezienia recept przynajmniej na część niedogodności. Mam więc nadzieję, że kolejna moja wycieczka z Patersonem na strzelnicę skutkować będzie większym optymizmem.
Tym razem bez zdjęć, bo fotograf został w ostatniej chwili w pracy a ja nie brałem dziś aparatu licząc, że ktoś mnie wreszcie wyręczy.
Pozdrawiam
PS
Z racji tego, że spotykam się z propozycjami "wybawienia mnie od tego kłopotu" ... Nie sprzedaję. Dziś na strzelnicy proponowano mi cenę wyższą o 30% od tej, co dałem i nie skusiłem się.
Koniec