Broń CP
Broń CP

Reklama

Fowler - jednorurka
Strona w budowie - test
 

Klasyczna jednorurka

MARCIN ABRATOWSKI

Jaki on lekki - pomyślałem po raz pierwszy biorąc do rąk Fowlera. Od tamtej pory, ta piękna, długa strzelba kalibru 12 zapisała się w mojej pamięci. Aż stało się - zdobyłem taką na własność.

Pierwszy strzał, jeszcze trochę nie­pewny, duży kaliber, dużo prochu i śru­tu, czułem respekt... Huk, dym i tarcza poszatkowana.

I tak się zaczęła moja przygoda z Fowlerem, potem jeszcze do śrutu doszły breneki i kule. Fowler udowodnił, że wszystkiemu sprosta i to bez najmniejszych problemów, z za­skakującą celnością. Czułem, że wresz­cie natrafiłem na coś, czego gdybym musiał, pozbyłbym się z wielkim żalem. Ta strzelba naprawdę przyjemnie mnie zaskoczyła. Dlaczego?

 

Łatwo zauważyć, że większość replik broni czarnoprochowej, jaką można zna­leźć na półkach naszych sklepów, to konstrukcje amerykańskie. Rewolwery - przeważnie Colta, pistolety - to naj­częściej Kentucky lub Patriot, choć na szczęście jest i trochę europejskich wzo­rów, a broń długa jest zazwyczaj opar­ta na tradycyjnej strzelbie Kentucky lub Pensylwania albo stanowi jakąś wersję Hawkena, ostatnio sporo też karabinów Sharpsa. Konstrukcje europejskie re­prezentowane są najczęściej przez wspomniane już pistolety oraz broń woj­skową, ale niestety nie jest tego dużo. Na szczęście, jeżeli chodzi o broń śru­tową, producenci kopiują wzorce ze sta­rego kontynentu: Pedersoli swoimi du­beltówkami oraz Ardesa - Fowlerem, klasyczną jednorurka.

Kto weźmie Fowlera do rąk, ten do­strzeże, że to przyjemna odmiana wśród typowych replik Ardesy. Ta wy­twórnia produkuje sporo broni o przy­stępnych cenach, co okupione jest pewną surowością, uproszczeniami w konstrukcji, tanimi materiałami i mar­nym wykończeniem. Ardesa ma rów­nież ofertę dla bardziej wymagających strzelców, niewielką, ale jednak. Fowler jest tego przykładem.


 

 Starannie wy­konany i wykończony, z dobrej jakości materiałów, aż zaskakuje swoją ele­gancją.

Klasyczna, jednolufowa strzelba śrutowa w kalibrze 12. Lufa długości 85 cm, osadzona w ładnym drewnie, po­krytym lakierem na tyle przyzwoitym, że nie widać potrzeby zdzierania go i wy­kańczania osady w sposób tradycyjny.


 Do tego zamek - duży, solidny, po­rządnie zrobiony, mający mostek, zu­pełnie niepodobny do spotykanych w innych wyrobach hiszpańskiego pro­ducenta. Oksyda o głębokiej barwie do­pełnia całości.

Broń ma proporcje i kształt praktycz­nie już współczesne, takie do jakich je­steśmy przyzwyczajeni w klasycznej bro­ni myśliwskiej. O tym, że to jednak Ar­desa przypomina nam pobojczyk, jest poważnym zgrzytem, wprawdzie drew­niany, ale wyposażony w paskudne, alu­miniowe końcówki - nieuniknione wy­daje się być poddanie ich procesowi Barwienia. Elementy metalowe w Fowlerze są czarne, więc i takie lub stalowo-szare powinny być okucia pobojczyka. Dorobione z mosiądzu też nie będą pa­sowały. Osłonę kominka można dokupić w wersji srebrzystej, a jest to małe udo­godnienie zdecydowanie zmniejszające zabrudzenia wywołane gazami prze­dostającymi się przez kominek. Fowler fabrycznie wyposażony jest w solidne bączki, i bardzo zyskuje, gdy jest na nich zamocowany ładny pas.

 

Zauważyłem, że w opinii wielu osób, które brały do ręki Fowlera, jest to bar­dzo składna broń. Stosunkowo lek­ka lufa, pomimo znacznej długości, nie powoduje ciążenia ku przodowi. Jak dla mnie, jedynie kolba okazała się nieco za krótka, trudno mi było dobrze złożyć się do strzału. Wizyta w renomowanym sklepie myśliwskim, gdzie zaproponowano mi różne pod­kładki, amortyzatory i przedłużacze (zdecydowanie nie pasowały do kla­sycznej strzelby kapiszonowej) skoń­czyła się zakupem tak zwanego bucika, czyli uszytej ze skóry, sznurowanej rze­mieniem nakładki na kolbę, która pier­wotnie miała pełnić rolę amortyzatora. Włożyłem do środka odpowiednio do­cięte dwa kawałki twardej pianki i za­sznurowałem całość na kolbie. Efekt wizualny - jak dla mnie - całkowicie do przyjęcia, skóra okazała się być jak najbardziej na miejscu, pasuje do ca­łości. Dodatkowe centymetry sprawiły, że strzelba stała się składna, a ja zy­skałem jeszcze jedną zaletę - strze­lanie kulami jest z tym dodatkiem cał­kiem znośne.

 

Fowler ma gładką lufę i bardzo do­brze strzela śrutem. Długość lufy jest tu wielką zaletą. Ładować można, zgodnie z zaleceniami producenta, naważką do 80 grain prochu (ponad 5 gramów). Aby ładunek zapewniał odpowiednią kom­presję, warto używać specjalnych kor­ków firmy Pedersoli albo innych przy­bitek korkowych przyciętych do wy­miaru lufy.


Taka przybitka powinna być dość gruba. Można stosować koszyczki,

choć i bez nich śrut zostanie skutecznie wystrzelony. Ładunek śrutu - tradycyjnie stosuję ładunki 1-uncjowe (około 28 gramowe), dobrze jest przykryć je spe­cjalnym krążkiem kartonowym, aby śrut się w lufie nie przemieszczał, choć czasami używałem po prostu kawałka papieru. Oczywiście można strzelać po­ciskiem, współczesne breneki wymagają kalibrowania, ponieważ mają lekko stoż­kowy kształt i przeznaczone są do broni odtylcowej. Można nimi celnie strzelać, stosując jednak zamiast przybitek kor­kowych - filcowe a to, dlatego że sama masa i właściwości pocisku przyczyniają się do dobrej kompresji, a dodatkowo filc nieco amortyzuje podczas strzału. Z bardzo dobrym skutkiem strzelałem też z kuł ołowianych kalibru.69 - są one podkalibrowe i należy je ładować z flejtuchem, oczywiście dobrze jest tak­że użyć przybitki filcowej. Kule te są cięż­sze od breneki, ważą prawie 34 gramy, ale latają celnie, mają jednak większy opad. Strzelanie na 50 m ołowianą kulą nie jest problemem. Sam strzał śrutem nie stanowi dla strzelca większego ob­ciążenia, podobnie jak w broni współ­czesnej. Strzelanie pociskiem jest rów­nież porównywalne do współczesnej dwunastki, natomiast strzał kulą zapewnia silniejsze wrażenia. Kula jest ciężka, co skutkuje solidnym kopnięciem broni, ale za to efekty takiego strzału w kulochwycie budzą respekt. Warto spróbować!

Strzelba brudzi się dość szybko, duże naważki prochu robią swoje i wypada lufę przeczyścić co około 15 strzałów, nawet w ostateczności jakąś szczotką na su­cho (lufa nie ma gwintu a to ułatwia takie czyszczenie „na szybko"). Na koniecz­ność czyszczenia będzie zwracało uwa­gę coraz trudniejsze ładowanie korkowej przybitki, a jeżeli strzela się kulą, ona też zaczyna wchodzić z coraz większym opo­rem. Proch, niestety, zużywa się szybko, tak samo jak śrut. Zabranie ze sobą 30 kuł na strzelnicę to dodatkowy kilogram, puszka ze śrutem - następny. Fabryczny pobojczyk jest raczej wiotki, powinien zo­stać pod lufą, a do nabijania warto mieć jakiś solidniejszy. Jest co nosić!


 

 

Do czego można wykorzystać Fowlera? Chyba do każdego rodzaju strzelania rekreacyjnego lub sportowego, gdzie stosuje się strzelbę gładkolufową. Wprawdzie oferuje on tylko jeden strzał, ale z kolei nie ma takiego ryzyka, jakie występuje w dubeltówkach odprzodowych - że pierwszy strzał obluzuje ła­dunek w drugiej lufie. Fowler ma też wyraźną przewagę w długości lufy. A jak sprawdziłem, dwukrotne nabijanie jednej lufy zajmuje dokładnie tyle samo czasu, co nabijanie dwóch luf. Tak więc można strzelać do rzutków,


   popperów tarcz myśliwskich i zwykłych.

W innych krajach można z takiej broni polować, a myśliwi polujący z broni od-przodowej na czarny proch mają nawet pewne przywileje czy też wydłużenie okre­sów polowań. Strzelanie do rzutków i tarcz myśliwskich będzie w naszych realiach najciekawszym zastosowaniem tej strzel­by. Warto zauważyć, że można dobrać zarówno naważki prochu, jak i wielkości i rodzaje śrutu, tak aby osiągać jak naj­lepsze rezultaty. W dodatku ta długa linia celowania! Cóż z tego, że nie ma szczerbinki, wystarczy śruba na lufie i musz­ka. W końcu to klasyk! Dla mnie, wielką zaletą Fowlera jest brak stresu podczas strzelania, oczywiście, jak to zwykle bywa, bardzo łatwo można spudłować, ale ge­neralnie nie ma tej presji, że trzeba punk­tować tarczę jak to ma miejsce w przy­padku broni gwintowanej. Tu nie ma walki o kolejny pierścień na tarczy - wystarczy, że kilka śrucin zahaczy cel, a już jest do­brze. Nawet strzelanie kulami, z uwagi na gładką lufę wymusza inne podejście do oceny trafień i pewnie dzięki temu uwa­żam, że strzelanie z Fowlera jest zajęciem naprawdę relaksującym, dostarczającym wspaniałej zabawy.

 

Fowler to broń mająca pewien urok, z przyjemnością można zaobserwować, jakie na strzelnicy wzbudza zaintereso­wanie i ilu jest chętnych, aby móc z niej strzelić. Pomimo że jest to duża i dłu­ga strzelba, również Panie chętnie pró­bują z niej strzelać... I to z dobrym skut­kiem. Fakt, że Fowler jest strzelbą ład­ną i starannie wykonaną zauważyły tak­że nasze sklepy. Cena nowej broni naj­częściej przekracza 2000 zł, a przecież u zachodnich sąsiadów można bez tru­du znaleźć w sklepie internetowym Fowlera za około 340 euro. Ta wysoka cena w polskich sklepach czyni zakup tej strzelby w pewnym sensie, mniej atrak­cyjnym niż kupno droższej, ale jednak dubeltówki. Na szczęście można do­konać zakupu z drugiej ręki, często bro­ni o minimalnym zużyciu. Ceny są wte­dy zdecydowanie bardziej przystępne, powodując, że Fowler jest bardzo do­brą alternatywą dla o wiele droższych dubeltówek albo uzupełnieniem typowej strzelby gwintowanej.

Jeżeli więc szukacie czegoś innego, pięknego, ciekawego, przyjemnego w strzelaniu i przede wszystkim niestresującego - polecam Fowlera. Szczerze!