Broń CP
Broń CP

Reklama

Odlewanie kul
Strona w budowie - test
 

Odlewanie kul

Metalurgia przez weekend, czyli jak zacząć przygodę z własnoręcznym odlewaniem pocisków

 

Po co odlewać kule skoro można je kupić w sklepach, na zawodach czarnoprochowych czy przez internet?

Odpowiedzi na to pytanie można znaleźć z pewnością kilka.

 

Po pierwsze względy ekonomiczne.

Koszt kul czy pocisków zrobionych własnoręcznie to czasem 1/10 tych zakupionych. A ceny zwłaszcza dużych pocisków czasem zadziwiają.

Są droższe niż amunicja centralnego zapłonu. Gdy ktoś lubi sobie postrzelać, nie zastanawiając się nad kosztami to powinien z pewnością zastanowić się nad takim rozwiązaniem.

Po drugie niezależność od dostawców.

O ile kule zwłaszcza te w popularnym kalibrze.45 dostaniemy zawsze bez trudu to już z innymi kalibrami lub pociskami może być problem. Nie raz zdarzyło mi się odkryć przed wyjazdem na strzelnice lub zawody, że właśnie nie mam, czym strzelać. Własna kulolejka w takich momentach ratuje nieomal życie. Wiele dobrej jakości karabinów tarczowych strzela dobrze tylko jednym rodzajem odpowiedniego pocisku, którego nie kupimy w sklepie.

Po trzecie jakość i powtarzalność.

Z własnego doświadczenia wiem, że pociski zakupione mogą być słabej jakości, niedbale odlane, kule niezbyt okrągłe. Czasem pomimo dobrego wyglądu latają poza tarczę. Powodem może być zły stop, ołów niewiadomego pochodzenia.

Żeby mieć pociski wysokiej i powtarzalnej jakości najlepiej zrobić je samemu.

Po czwarte przyjemność.

Odlewanie kul przy zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa może przynieść wiele radości i satysfakcji. A oto przecież w naszym hobby chodzi.

 

Warunki bezpieczeństwa

 

Uwaga: Ołów jest metalem toksycznym, który kumuluje się w organizmie. Długotrwałe narażenie na duże stężenia tego metalu może spowodować zaburzenia w syntezie składników krwi, zmiany ośrodkowym układzie nerwowym, upośledzenie funkcji nerek, zaburzenia przewodu pokarmowego i układu krążenia.

Ryzyko związane z kontaktem z tym metalem może być w znacznym stopniu zredukowane, (ale nie wyeliminowane zupełnie) przez stosowanie zasad bezpieczeństwa.

 

1.  Podczas odlewania noś odzież chroniącą cię przed poparzeniem. Długie spodnie, koszula z długimi rękawami, skórzane rękawice. Ważne są też okulary lub gogle oraz buty zakrywające stopę. (Przekonałem się o tym sam na własnej skórze podczas tegorocznego upalnego lata. Robiłem to oczywiście w sandałach.

     Oj trudno jest wydłubać gorącą drobinkę ołowiu, która jest między palcami stopy, gdy skacze się przy tym na jednej nodze!)

 

2.  Odlewanie powinno odbywać się w bardzo dobrze wentylowanym pomieszczeniu, a najlepiej na wolnym powietrzu. Unikaj wdychania oparów z kociołka. Nie zostawiaj ołowiu na zewnątrz narażonego na działanie wody. Wytwarza się wodorotlenek, który może się łatwiej wchłaniać do organizmu. Miejsce, w którym odlewamy dobrze jest wyczyścić, co jakiś czas za pomocą detergentu zawierającego (EDTA)-specjalny związek kompleksowy wiążący ołów.

 

 

3.  Nie jedz, nie pij, nie pal podczas całej operacji. Po skończeniu najlepiej wypłukać usta, dokładnie umyć ręce (ołów jest miękkim metalem,który może wcierać się w skórę). Po odlewaniu wyczyść warsztat z drobinek ołowiu.

 

4.  Przedmioty, które mogą mieć kontakt z roztopionym ołowiem powinny być zawsze suche, obecność wilgoci może spowodować niebezpieczny wybuch pary wodnej i rozbryzg roztopionego metalu. Zimne przedmioty łyżki, czerpaki, chochle najlepiej ogrzać przed włożeniem do kociołka.

 

5.   Nie wrzucaj źle odlanych kul oraz nadlewek z powrotem do roztopionego metalu. Unikniesz w ten sposób poparzenia. Najlepiej odkładać je do pudełka a potem dodawać łyżką.

 

Co potrzeba na początek?

 

Jeżeli chcemy spróbować odlewania kul to na początku niezbędne będą nam następujące rzeczy: ołów, kulolejka, łyżka lub chochla, garnek lub kociołek elektryczny oraz odpowiednie miejsce, nadające się d tego celu.

 

Ołów

Do broni odprzodowej stosujemy tylko czysty ołów. Najlepszym testem jest próba zarysowania paznokciem. Jeżeli rysuje się łatwo to nadaje się do naszych celów.

Skąd wziąć ołów?

Dobrym miejscem są punkty skupu złomu. Najlepiej wybrać duże czyste kawałki. Rury,izolacje kabli są świetnym źródłem czystego metalu. Ołów z akumulatorów, starych baterii zdecydowanie odradzam.

Najlepiej umówić się z obsługą skupu złomu, że będzie zostawiała nam odpowiednie kawałki.

W warsztatach wulkanizacyjnych można tanio zakupić ciężarki do wyważania kół. Są one utwardzane cyną oraz antymonem. Nadają się tylko do odlewania kul do broni gładkolufowej np. muszkietu.

Dobrym rozwiązaniem dla osób, które leją dużo kul jest zakup gąski ołowianej bezpośrednio w hucie lub na składzie metali.

<!--[if !vml]-->
<!--[endif]-->

Na zdjęciu: Gąska ołowiu

Gąska taka waży od 35 do ok. 50kg   i starczy z pewnością na dość długo. Kilogram ołowiu z tego źródła kosztuje od 4.50 do 7zł, w zależności czy kupujemy bezpośrednio u producenta czy przez pośredników. Duża partia ołowiu w postaci gąski zapewnia nam również powtarzalną jakość i skład naszego stopu. Jedynym mankamentem mogą być trudności z podzieleniem tak dużego kawałka metalu. Przydatna będzie ostra siekiera oraz młot.

Zdarza się, że odlewający dodają kilka procent cyny do ołowiu. Cyna przez zmniejszenie napięcia powierzchniowego wygładza powierzchnię metalu. Pociski są ładniejsze wizualnie, bez nierówności na swojej powierzchni. Powinniśmy wiedzieć jednak, że już 5% dodatek cyny do stopu powoduje dwukrotny wzrost jego twardości. Trzeba uważać żeby nie dodać za dużo. Może okazać się, że ładne pociski nie latają już tak ładnie. Nawet ołów  prosto z huty zawiera ok1% zanieczyszczeń w postaci różnych innych metali, które mogą mieć wpływ na jego twardość.

 

Twardość stopu w liczbach twardości Brinella (BHN) w zależności od składu:

Sn - cyna,

Pb - ołów

Sb - antymon

 

Czysty ołów                                                       -5

Stop 2.5% cyny                                                 -8.5

Ciężarki samochodowe

(Pb-95.5%, Sn-0.5%, Sb-4%)                           -9

Stop 3% cyny                                                     -9

Stop 5% cyny                                                     -10

Stop 6% cyny                                                     -11

Stop 9% cyny                                                     -11.5

Stop do odlewania pocisków do

 amunicji scalonej(Pb-90%, Sn-5%, Sb-5%)-     -15

Linotyp drukarski (Pb-86%, Sn-3%, Sb-11%)    -22

Ołów/Linotyp -1/1-                                             -15

 

Antymon stosowany jest jako składnik pocisków do amunicji zespolonej. W broni odprzodowej nie ma on raczej zastosowania.

Kokile

W naszych polskich warunkach najczęściej możemy spotkać się z 3 rodzajami tego produktu:

- aluminiowe kokile firmy LEE.

  <!--[if !vml]--><!--[endif]-->

Na zdjęciu: aluminiowa kokila firmy Lee

Są tanie, przeważnie dobrze wykonane. Sprzedawane od razu w komplecie z szczypcami, które nie są wymienne. Trudno jest wybić bolce mocujące szczypce bez narażenia aluminiowej formy na zniszczenie.

 

- stalowe kokile firmy Lyman, Pedersoli i innych producentów.

<!--[if !vml]-->
<!--[endif]-->

Na zdjęciu: kokila firmy Pedersoli(pociski maxiball).Do blachy -noża odcinającego nadlewki ołowiu został przykręcony drewniany uchwyt, co umożliwia wygodna prace bez ryzyka oparzenia.

Formy zdecydowanie droższe, ale zawsze wykonane z wysoką precyzją. Jak zapewnia producent, pod warunkiem prawidłowego obchodzenia się z nimi, posłużą nam przez całe życie. Sprzedawane w formie samej kokilli, czyli bez szczypiec, które w tym rodzaju form są wymienne. Dzięki temu możemy posiadać jedne szczypce do kilku kokilli. Formy stalowe są przeważnie pokryte, oksydą, lecz pomimo to producent zaleca ich konserwację.

<!--[if !vml]-->
<!--[endif]-->

Na zdjęciu powyżej: przerobiona kokila firmy Lyman(pociski maxi-ball,long .457)Kokila została sfrezowana od dołu, blacha -nóż odcinający nadlewki ołowiu

został przykręcony z drogiej strony. Dzięki temu po dorobieniu odpowiednich trzpieni możliwe jest odlewanie pocisków o różnej długości i kształcie

części dennej. Po przykręceniu blachy widocznej na pierwszym planie odlewamy pociski takie same jak przed modyfikacja kokili.

Na zdjęciu poniżej: oryginalna  kokila Lyman(bez poprawek )

<!--[if !vml]-->
<!--[endif]-->

Przed użyciem nowej formy trzeba usunąć resztki oleju za pomocą alkoholu, benzyny ekstrakcyjnej lub innego środka odtłuszczającego.

Po odlewaniu wyczyścić z resztek ołowiu. Nie próbuj skrobać za pomocą ostrych narzedzi. Jeżeli resztki ołowiu są trudne do usunięcia ogrzej formę aż ołów stanie się miękki i wytrzyj go ostrą szmatką. Poczekaj aż ostygnie i nasmaruj ją olejem zapobiegającym korozji. Możesz też trzymać kokillę w szczelnie zamkniętym pudełku z torebka żelu pochłaniającego wilgoć. Nie będziesz musiał jej smarować i czyścić przed użyciem. Generalnie nasze kokile powinny być przechowywane w suchym miejscu, w miarę stałej temperaturze. Od czasu do czasu sprawdź blache-nóż odcinający nadlewki ołowiu. Powinnien on poruszać się łatwo, bez luzów w płaszczyźnie poziomej. W razie potrzeby wyreguluj te luz za pomocą śrubki. Między płytkę a kulolejkę dobrze jest wpuścić trochę smaru grafitowego, co zmniejsza tarcie.

 

- kokile mosiężne. Wykonane na wzór tych z epoki. Często w całości z metalu.

<!--[if !vml]--><!--[endif]-->  <!--[if !vml]--><!--[endif]-->

Na zdjęciu: kokila mosiężna

 Jako element wyposażenia w kuferku z pistoletem czy rewolwerem prezentują się bardzo ładnie, ale do odlewania kul w dużych ilościach polecałbym raczej dwa pierwsze typy.

 

Kociołek

 Ołów najlepiej topić w elektrycznym piecyku-tygielku lub metalowym garnku. Garnek powinien być w miarę cienkościenny oraz niski-ułatwia to osiągnięcie właściwej temperatury i ułatwia nabieranie ołowiu. Do ogrzewania można użyć kuchenki gazowej lub elektrycznej. Na gazie szybciej osiągniemy odpowiednią temperaturę, ale łatwiej też o przegrzanie całości. Kuchenka elektryczna nie jest tak szybka, ale wygodniejsza, bo nie mamy otwartego płomienia i wytwarza w miarę stałą temperaturę.

Bardzo dobrym i funkcjonalnym rozwiązaniem są elektryczne piecyki do ołowiu.

  <!--[if !vml]--><!--[endif]--> <!--[if !vml]--><!--[endif]-->

 

 

 

Piecyk firmy Lee z zaworkiem i regulacja temperatury.

Podstawa piecyka została odwrócona w druga stronę, co umożliwia używanie kokil z wymiennymi trzpieniami.

<!--[if !vml]--><!--[endif]--> 

Droższe wersje posiadają zaworki do spuszczania metalu, więc łyżka nie jest konieczna. Przy zamawianiu przez internet trzeba zwrócić uwagę by kupić wersję eksportową z zasilaniem na 220V.

 

 

 

Na zdjęciu po lewej: Forma do sztabek firmy Lee.

Gąskę ołowiu dobrze jest przetopić i odlać z niej małe sztabki. Dzieli się je bez problemu, wielkością pasują do piecyka, łatwo też zachować proporcje ołowiu i cyny.

<!--[if !vml]--><!--[endif]--> 

Narzędzia dodatkowe.

Potrzebna nam będzie łyżka z dziubkiem,

<!--[if !vml]-->
<!--[endif]-->

Na zdjęciu : łyżka odlewnicza firmy Lyman

 

kawałek twardego drewienka, małe metalowe pudełko oraz szmata z naturalnej tkaniny, na która będziemy wyrzucać pociski.

 

Miejsce do odlewania najlepiej urządzić sobie na świeżym powietrzu, ale pod zadaszeniem i w miejscu osłoniętym od wiatru. Już przy słabych podmuchach niestabilny płomień kuchenki bardzo utrudnia roztopienie metalu. Powierzchnia, na której odlewamy powinna być trudnopalna i odporna na temperaturę. Najlepiej sprawdza się kawałek blachy położony na starym stoliku.

 

Zabawa główna, czyli odlewanie.

Po wrzuceniu odpowiedniej ilości ołowiu stawiamy garnek na kuchence i czekamy aż ołów się roztopi. W zależności od ilości metalu, temperatury zewnętrznej, wielkości garnka oraz płomienia może to potrwać od kilku do kilkunastu minut. Musimy osiągnąć temperaturę 327*C. Po roztopieniu wrzucamy odrobinę wosku lub tłuszczu do kociołka i mieszamy. Pomaga to w odlewaniu i zapobiega utlenianiu się metalu na powierzchni. Brązowe zanieczyszczenia, które pojawiają się na powierzchni to tlenki ołowiu. Zdejmujemy je łyżką w razie potrzeby.

Gdy metal osiągnie właściwą temperaturę możemy zacząć odlewanie. Pierwsze pociski wyjdą z pewnością brzydkie, z zawirowaniami na powierzchni. W miarę nagrzewania się formy od kolejnych kul sytuacja powinna się poprawić. Jeżeli tak nie jest, oznacza to, że ołów jest za zimny. Musimy uważać tez żeby nie przegrzać naszego stopu, wtedy staje się on jakby ziarnisty.

Po wlaniu metalu do formy, czekamy aż zastygnie, co trwa tylko sekundę i odcinamy nadlewkę. Kule odpowiednie wyrzucamy na miękką tkaninę. Złe i nadlewki do pudełka. Dość często zdarza się, że pociski nie chcą wychodzić z formy, zwłaszcza te typu Minie z dużym wgłębieniem dennym. Dzieje się też tak przy zimnej kulolejce. W takich wypadkach pomaga przyszykowane wcześniej drewienko. Odwracamy kulolejkę i uderzamy w kleszcze, w śrubę łączącą obydwie części.Powinno pomóc. Niektórzy stosują też pokrycie wnętrza formy warstwą sadzy przez okopcenie nad świecą. W miarę ubywania ołowiu z kociołka dodajemy nowy za pomocą łyżki.

Odradzam wkładanie zimnej formy do roztopionego metalu celem ogrzania, ponieważ gwałtowna zmiana temperatury może spowodować wypaczenie się bloczków kokili.

Po odlaniu można przeważyć odlane kule celem wyeliminowania tych z dużym odchyleniem od przeciętnej wagi. Można tez poddać je wałkowaniu lub kalibracji. Ale to już temat na osobny artykuł.

 

Myślę, że tym krótkim przewodnikiem zachęciłem wszystkich, którzy nie odlewali jeszcze nigdy kul do spróbowania własnych sił w tej dziedzinie. Nic nie przynosi większej satysfakcji niż broń, która strzela celnie własnoręcznie odlanymi kulami. Przy pisaniu korzystałem z instrukcji Bullet Making Guide firmy Lyman.  

 

Cereus- Michał

Kuropatwa

Zdjęcia

Tomek.44-Tomasz Michałek