Enfield w praktyce
Kupując Enfielda musimy dokonać wyboru producenta oraz długości lufy.Za najlepsze uważane są wyroby Parker Hale wyprodukowane oryginalnie w Birmingham w Anglii, tzw. „pierwsza generacja PH”. Niestety firma już nie istnieje, karabiny można kupić jedynie na rynku wtórnym. Maszyny zostały wykupione przez Gibbs Rifle Co. i produkowane są na nich nadal lufy sygnowane PH ale to już nie to samo. Pierwsza generacja obrosła legendą i jest obiektem pożądania każdego miłośnika Enfildów.Co do długości możemy wybierać pomiędzy modelami :
trzybączkowym o lufie 39”,
.jpg)
dwubączkowym 33”
.jpg)
modelem artyleryjskimi 24”
.jpg)
i kawaleryjskimi 21” ( repliki tego ostatniego nie spotkałem )
W praktyce dostępne są wyroby włoskich firm Armi Sport oraz Euro Arms. Wybrałem dwubączkowego Enfielda Armi Sport. Kupiłem za oceanem w Dixiegun, ze względu na cenę, nawet z kosztami przesyłki, cłem i vatem wyszło taniej niż w Europie. Dixie regularnie organizuje promocje na ten model.
Dlaczego dwubączkowy ? Bo lekki i składny. Do tego ma inaczej usytuowaną szczerbinkę. Jest ona położona o jakieś cztery cale dalej od oka niż w modelu trzybączkowym co ułatwia celowanie.
Karabin dotarł w marcu 2007. Wyjęty z pudełka wyglądał super lecz bliższe oględziny wykazały konieczność drobnych poprawek. Spust klekotał i był twardy jak skała. Przetyczka mocująca blokadę pobojczyka była ciut za krótka a co najgorsze oś obrotu mocująca drabinkę szczerbinki była krzywo zamontowała co skutkowało przesunięciem szczerbinki w lewo.
Tak bywa jak się kupuje przez Internet. Jeżeli będziecie mieli możliwość „pomacać” przed zakupem to należy bardzo dokładnie sprawdzić lufę i przyrządy celownicze. Do lufy wrzucamy małą latarkę i oglądamy wnętrze. Szczególną uwagą należy zwrócić na miejsca pod muszką oraz pod mocowaniem dla bagnetu. Muszka i mocowanie są przylutowywane - jak lutujący za bardzo przegrzeje lufa potrafi się w tych miejscach wybrzuszyć albo pomarszczyć. Nie nadaje się taka lufa do niczego. Drabinka szczerbinki nie może mieć żadnych luzów w poziomie.
Odlałem pierwsze pociski i pojechałem na strzelnicę. Na 50 m strzelał za wysoko, celując pod czarne pole trafiałem w górną krawędź tarczy. Enfieldy tak mają. Można podwyższyć muszkę ale w warunkach domowych nie jest to łatwe. Bez wizyty u rusznikarza chyba się nie obejdzie. Można próbować spiłować szczerbinkę ale dużych możliwości nie ma.
Zanim zabierzemy się za piłowanie trzeba pamiętać o trzech możliwościach celowania, tzn. trzech wzajemnych ustawieniach wysokości muszki i szczerbinki tzw. : „full sight”, „half sight” i „fine sight” Oryginalne reguły celowania z epoki odnosiły się do ustawienia „half sight”. O co chodzi wyjaśnią rysunki :
Full sight
.jpg)
Half sight
.jpg)
Fine sight
.jpg)
Mój egzemplarz z powodu przekrzywienia osi szczerbinki strzelał w lewo. Na początku radziłem sobie wkładają kawałek blaszki pomiędzy drabinkę szczerbinki a jej obudowę. Z czasem mnie to zmęczyło, zakupiłem u http://www.peterdyson.co.uk/ stalową szczerbinkę.W tej stalowej część przesuwająca się po drabince jest zaprasowywana co jest zgodne z oryginałem, w muszce Armi Sport jest to blokowane śrubką. W nowej szczerbince wycięcie „V” było dla mojego oka za małe, źle mi się celowało, powiększyłem odrobinę pilnikiem. Pojechałem na strzelnicę – jeszcze mi było mało, rozpiłowałem jeszcze odrobinę. Nie róbcie tego za jednym zamachem.
A teraz po kolei :
Pocisk
Podstawowym pociskiem do Enfielda jest Minie
.jpg)
( można też używać kuli we flejtuchu,
pocisków Wilkinsona
.jpg)

oraz Pritchetta )
Minie muszą być odlewane z czystego ( miękkiego ! ) ołowiu bez żadnych dodatków tak by po wybuchu pocisk z łatwością się rozprężał i wpasowywał w gwinty. Jest wiele dostępnych kulolejek. Na początku wybrałem Lee Original Style Minie Bullet .575, 500 grain. Ze względu na staromodny kształt pocisku oraz koszt kulolejki. Aluminiowe kulolejki Lee są tanie i przy delikatnym traktowaniu nic złego się im nie dzieje. Ale kulolejki stalowe są lepsze. Aluminium ma zaletę będąca jednocześnie wadą – bardzo łatwo się nagrzewa ale i bardzo łatwo oddaje ciepło przez co trudno utrzymać stałą temperaturę podczas odlewania.
Odlewam używając piecyka też firmy Lee, mnie Minie dobrze wychodzą jak mam ołów i kulolejke mocno gorące. Kulolejkę przed użyciem należy koniecznie odtłuścić. Na rynku amerykańskim dostępne są formy do Minie z różnych firm np. Lyman, RCBS, NEI, Pedersoli, Bridesbourg Armoury i wspomniana już Lee.
Przy doborze kulolejki jako jednym z głównych parametrów kierowałbym się jej średnicą, trzymając się zasady że pocisk powinien być 0.002-0.001 cala poniżej kalibru lufy. Czyli jak lufa .580” to pocisk .579-.578”
Minie dają się kalibrować tylko w ograniczonym zakresie, gdyż lejemy je z czystego ołowiu, który jest bardzo miękki i potrafi się „rozmazać” na ściankach pocisku podczas kalibracji ( rowki pocisku się rozmazują ). Dlatego ważny jest właściwy dobór kulolejki a kalibracja tylko na zasadzie bardzo delikatnego wygładzenia powierzchni, jeżeli w ogóle konieczna. Do kalibracji używam prasy Lee, można do niej stosować wymienne kalibratory, kupionej jak zwykle w Ameryce. Firma nie jest ważna ale powinna to być prasa pozwalająca delikatnie przepchnąć pocisk przez kalibrator. Kalibrownice w których używa się młotka do przepchania pocisku potrafią zdeformować sukienkę Minie. Minie ładujemy wprost na proch, żadnych przybitek
Od pewnego czasu jestem szczęśliwym posiadaczem podwójnej kulolejki do pocisków Wilkinsona. Ma podstawową zaletę jaką jest łatwość i szybkość odlewania w stosunku do Minie. W tym samym czasie da się odlać trzy razy więcej Wilkinsonów niż Minie. Są bardzo celne, nie tak kapryśne jak Minie a ich przewaga rośnie wraz ze wzrostem dystansu na jaki strzelamy. Polecam. Trzeba pamiętać o spełnieniu kilku warunków :
- * 0.001-0.002 cala mniejsze od kalibru lufy i nie mogą być luźniejsze
- * z czystego ołowiu
- * smar do nich ma być „miętki i giętki”
- * ładujemy wprost na proch bez przybitki
Pociski muszą być przeważone i posegregowane w grupy o zbliżonej wadze. Myślę, że wystarcza dokładność 0,3 grama. Przy pocisku, który waży jak mój Minie ok. 32 gram to dokładność 1 %. Ponoć Amerykańce strzelające na długie dystanse rzędu 1000 yardów stosują zerową tolerancję wagi pocisku – ale oni nie strzelają z Enfieldów to inna bajka.
Smar
Mnie się sprawdzają smary miękkie. Dobra jest mieszanina wosku, smalcu i oliwy. Planty do Enfielda nie używam bo twardsza od smalcu i jest z fabryki J Smaruję palcem nakładając smar w rowki raczej cienko. Niektórzy zasmarowują również „dupkę” w Minie. Raz spróbowałem, miałem tylko więcej mazi w lufie. Smar ma kilka zadań. W przypadku Enfielda chyba najważniejsze jest zmiękczanie nagaru. Jak nagar twardy trzeba zmienić recepturę/proporcję smaru.
Proch
Znawcy tematu zgadzają się w jednej opinii – proch do Enfielda powinien być prochem czysto się spalającym, nie pozostawiającym dużej ilości nagaru. Warunek ten spełnia proch szwajcarski, bardzo trudno dostępny w naszych warunkach. Powszechnie stosowany czeski Vesuwit daje dużo brudu w lufie.
Co do granulacji prochu i szybkości jego spalania „zdania uczonych są podzielone”
Przychylam się do opinii, że powinien to być proch szybko się spalający czyli raczej drobny, zwłaszcza w „dwubączkowcu”, żeby spalił się cały w lufie a nie poza nią i szybko od samego momentu zapłonu rozdął sukienkę pocisku. Minie nie są przystosowane do bardzo dużych naważek prochu. Takie naważki deformują pocisk lub nawet rozrywają sukienkę i żegnaj celne strzelanie. Ilość możliwa do zastosowania jest związana z głębokością sukienki ( „dupki” jak kto woli ) oraz grubością jej ścianek. Ile to w gramach ? Odpowiedź dadzą testy na strzelnicy.
Proch należy sypać przez lejek, ponieważ to broń wojskowa dozwolony jest tylko krótki lejek o długości 10 cm. Ale i tak warto go stosować. W momencie wsypywania prochu lufa i lejek powinny być idealnie pionowo by proch trafił wprost na dno a nie na ścianki.
Kominek
Stosowane kominki powinny mieć przelot w kształcie odwróconego stożka tzn. malutki otwór w dnie kominka a większy u góry by jak największa część płomienia z kapiszona kierowana była w dół do lufy i nie wracała w stronę kurka . Oryginalnie zamontowany kominek miał duży otwór w dnie i duży u góry – potrafiło przy strzale odbić kurek do pierwszej pozycji. Otwór w dnie kominka powinien być jak najmniejszy ( jak jest duży są przedmuchy i karabin nie strzela w to samo miejsce ) Warunek ten spełniają na ogół kominki berylowe, otwór w tym który mam jest tak niewielki, że jak go zakładałem nie wierzyłem, że odpali proch – odpala za każdym razem.
Enfield bardzo brudzi przy kominku. Założyłem osłonę kominka tzw. flash guard ( flash pan ) a po naszemu „kieliszek”. Szczerze mówiąc niewiele to dało, brudził nadal tyle, że trochę w innych miejscach. Próbowałem osłony w kształcie talerzyka, też problemu nie rozwiązała.
Dlatego dobrze jest zabezpieczyć drewno w okolicach kominka warstwą wosku przed każdym strzelaniem. Mimo wszystko osłonę kominka należy stosować.
Gwinty kominka zabezpieczamy przed zapiekaniem smarem wysokotemperaturowym albo taśmą do uszczelnień hydraulicznych PTFE.
Kapiszony
Dostępne są cztero- i sześcioskrzydełkowe. Ze względów ekonomicznych używam czteroskrzydełkowych Dynamit Nobel No.1081. Palą za każdym razem i są OK. ale nie mam żadnych doświadczeń z kapiszonami innego rodzaju.
Pas
Pas jest elementem składowym Enfielda i nie tylko można ale nawet trzeba go używać przy strzelaniu. W zeszłym roku na zawodach ( w konkurencji Vetterli ) było jedno miejsce w Polsce gdzie sędziowie w ramach zrównania szans nie zezwolili na używanie pasa ale to chyba tylko nieporozumienie. Jak owijać pas wokół ramienia można zobaczyć na jednym z załączonych na dole artykułu linków.
Pobojczyk
Pobojczyk z karabinu nie może być używany do ładowania. Ma pozostać na stałe pod lufą by dodatkowo usztywniać konstrukcję oraz dodawać wagi dla lepszej stabilności. Trzeba dokupić drugi. Używam pręta drewnianego fi 12 mm dostępnego w sklepach modelarskich. Drewno jest miękkie i ma tą zaletę, że nie rysuje lufy. Trzeba uważać przy wpychaniu pocisku by nie zahaczać o koronę lufy bo zdzierają się wióry, które wpadają do wnętrza co może mieć wpływ na celność. Nowy pręt wkładamy do pustej lufy i zaznaczamy mazakiem na jaką głębokość nam wszedł. Można zaznaczyć poniżej tej kreski długość używanego pocisku i przybliżoną wysokość jaką zajmie nam proch – pozwala to ocenić przy ładowaniu czy pocisk sięgnął dna. Jak ktoś jest pracowity to może taki pręt zabejcować i zawoskować. Pocisk delikatnie wsuwamy, nie walimy pobojczykiem. Jak pocisk dojdzie do dna to jeszcze dwa lekkie stuknięcia i gotowe.
Bedding
Nie bardzo wiem jak przetłumaczyć – bed to po angielsku łóżko a beeding – pościel
Więc może „łóżkowanie” ?
O co chodzi ? Wadą Enfielda bywa, że lufa z drewnem nie są dokładnie spasowane i nie stanowią sztywnej, monolitycznej konstrukcji ( lufa nie przylega do drewna, są wolne przestrzenie ) Najgorzej zwykle bywa pod komorą lufy gdzie zdarza się, że kanał wydrążony w drewnianym łożu jest zbyt głęboki. Rezultatem jest zbyt mocne oparcie się wałka kominka o płytę zamka przy jednoczesnym braku właściwego kontaktu pomiędzy lufą a łożem pod komorą co daje rozrzut na tarczy.
Jak to sprawdzić ?
Zdejmujemy lufę i pod komorę w ustęp w drewnie wkładamy kilka warstw pakowego papieru pociętego w paski o szerokości dopasowanej do dna osady, długości około 5 cali. Nie za szerokie te paski, zazwyczaj dopasowanie drewna do lufy po bokach jest lepsze niż na dnie. Zakładamy lufę i bączki – jeżeli wałek kominka nie opiera się o płytę zamka ( jest za wysoko ) to usuwamy jedną warstwę papieru i ponownie sprawdzamy. Usuwanie papieru powtarzamy do momentu aż wałek kominka swobodnie spocznie na płycie zamka – wiemy teraz ile warstw papieru jest nam potrzebnych. Jeżeli cały papier musiał być usunięty i jest kontakt płyta zamka i wałek kominka lepiej dla nas – znaczy to, że spasowanie drewna i metalu pod komorą lufy jest właściwe.
Teraz trzeba dobrać ilość warstw papieru pod warkocz lufy – on również musi ściśle przylegać do drewna.
Takie samo dopasowanie musi zostać zrobione pod bączkami. Wystarczające jest usztywnienie pod komorą i bączkami ale można również usztywnić na całej długości, na której lufa styka się z łożem.
Jak już wiemy ile papieru potrzeba przyklejamy go pod komorą i pod bączkami oraz pod warkoczem. Trzeba pamiętać, że klej zwiększa grubość podkładu. Musi to być oczywiście historycznie poprawny klej zwierzęcy robiony z kości i skór J Jeżeli zdecydujecie się na użycie smaru wodoodpornego ( o czym później ) to w mojej ocenie klej nie jest potrzebny, smar doskonale utrzymuje papier na swoim miejscu.
Jak ktoś potrafi może zamiast papieru użyć drewna ( wióry drewniane + klej zwierzęcy )
Inną metodą jest użycie żywicy epoksydowej, bardzo skuteczne ale nie historyczne i na zawodach nie przejdzie.
Mycie
Jeżeli chcemy by nasz Enfield zawsze trafiał w to samo miejsce to nie wolno go rozkręcać do mycia bo zmienia się wzajemne położenie lufy i osady. Jak więc umyć ?
Karabin najlepiej oprzeć na stojaku. Używam drewnianego koziołka kupionego w jednym z hipermarketów budowlanych i starego krawata. Przywiązuje karabin, przedmuchuję kominek przez rurkę z WD 40, pomiędzy kominek a kurek wkładam mały kawałek irchy samochodowej i delikatnie opuszczam kurek. Pod kolbę stary ręcznik. Papierowym ręcznikiem owijam końcówkę lufy co zabezpiecza drewno przed popryskaniem wodą. Wlewam odrobinę detergentu do lufy i przez lejek napełniam lufę do jakichś dwóch trzecich objętości gorącą wodą ( dobrze zawsze używać tego samego naczynia na wodę na którym zaznaczamy markerem poziom do jakiego nalewać wodę, jak za dużo to się wychlapuje ) Szczotką na wyciorze szorujemy lufę. Plastikowa czy mosiężna ? Niektórzy obawiają się, że mosiądz porysuje lufę. Ja używam zamiennie takiej i takiej. Wylewam brudną wodę i czynności powtarzam kilka razy, aż do skutku. Jeszcze raz przedmuchuje kominek przez plastikową rurkę z WD-40. Brud z kominka i kanału ogniowego dostanie się na dno lufy. Na zużytą szczotkę mosiężną .45 nawijam podwójnie złożony papierowy ręcznik kuchenny i przecieram lufę ( tylko raz dół – góra bo mokry papier się porwie i zostanie w lufie ) Tak kilka razy aż papier będzie suchy. Formuję z papieru na końcu szczotki zgrubienie, żeby wybrać brud z dna komory. To miejsce najtrudniej doczyścić konieczne jest użycie specjalnego mosiężnego skrobaka mocowanego na wyciorze do usuwania nagaru z dna lufy ( robię to w trakcie mycia wodą i szczotka, po pierwszym płukaniu, jeżeli trzeba to po drugim itd. ) Wykręcam kominek i go myję. Szmatką z detergentem przecieram zewnętrzne części, płytę zamka, kurek, końcówkę obojczyka itp. Dokładnie czyszczę gniazdo kominka ( patyczkami do uszu ), zabezpieczam gwinty kominka smarem wysokotemperaturowym ( lub taśmą hydrauliczną ). Wkręcam kominek. Oliwię mopem lufę i zewnętrzne części. Karabin na stojak, pomiędzy kominek a kurek wacik kosmetyczny lub kawałek ręcznika papierowego do wyłapania nadmiaru smaru z lufy. Jaki smar ? WD-40 jest dobry do konserwacji ( zwłaszcza jak karabin ma długo stać w szafie ) ale trzeba pamiętać by go dokładnie usunąć przed strzelaniem i odtłuścić wnętrze lufy. Brunox jest też w porządku. Innych środków nie sprawdzałem, podobno oliwki do broni są bardzo dobre.
Przed myciem w opisany wyżej sposób należy zabezpieczyć karabin przed przedostaniem się wody pomiędzy lufę a osadę. Musimy zdemontować lufę. Wnętrze osady należy dobrze zaolejować i zawoskować. Następnie całą przestrzeń pod lufą smarujemy grubo smarem. Polecany jest smar do pomp wodnych, można sprowadzić z zagranicy ale koszt przesyłki przekracza wartość towaru. Na znanym polskim serwisie aukcyjnym kupiłem za 20 zł puszkę smaru używanego w jachtingu – zabezpiecza on metal nawet w obecności słonej wody. Przy zakładaniu lufy smar będzie się wyciskał przy brzegach osady trzeba mieć pod ręką ręcznik papierowe do usuwania jego nadmiaru. To zjawisko będzie jeszcze zachodzić przy pierwszym strzelaniu gdy lufa się rozgrzeje.
Jedziemy na strzelnicę
Pozostaje dobrać empirycznie naważkę. Na pewno nie należy tego robić podczas kilku pierwszych pobytów na strzelnicy bo jesteśmy zbyt podekscytowani nowym nabytkiem i ręce zbyt się trzęsą by cokolwiek dobrze zrobić. Jak się już oswoimy z bronią czas na testy. Potrzebna będzie podpórka i stół. Używam plastikowego stojaka do przystrzeliwania broni, który stawiam na starej desce do prasowania. Plus składany taboret. Rozwiązanie to daje niezależność ale nie mogę go z czystym sumieniem polecić bo nie jest super stabilne. Lepszy stały stół i worek z piachem. Przestrzeliwuje kominek samym kapiszonem, żeby usunąć resztki oleju. Przed każdym strzelaniem na punkty czy testem koniecznie jeden-dwa strzały w kulochwyt, żeby rozgrzać lufę. Strzelam seriami po 7 strzałów. Naważka wyjściowa to jedna dziesiąta wagi pocisku a potem góra/dół naważki co 0,1-0,3 grama aż znajdziemy satysfakcjonujące skupienie. Trochę czasu to zajmie. Po każdej serii należy przeczyścić lufę. Podczas jednego pobytu na strzelnicy w praktyce ma sens wypróbowanie 3-4 naważek ( lufa się jednak brudzi a my męczymy ) Reszta czasu na strzelanie z wolnej ręki.
Adam Herman
Źródła :
“Managing The Enfield” W.S. Curtis
“The P-1856 Enfield Project” , “Rifle musket and Minié Ball”
“The rifle and how to use it” Hans Busk, 1861
Dostępna w bibliotece Google
www.euroarms.net/
